Showing posts with label Ode Mnie / Von Mir / From Me. Show all posts

Showing posts with label Ode Mnie / Von Mir / From Me. Show all posts

Paski + panterka / Streifen + Panthermotiv

Deutsch Falls ihr die Lust hättet meinen Mann Euch vorzustellen, dann versucht Euch einen Mann in der Weihnachtszeit vorzustellen. Also einen der sitzt und in eine Lichterkette eingewickelt ist während er probiert das ganze auszustrecken und ans Fenster hängen. Dieses Jahr hatte mein Liebster den Wunsch eine Netzlichterkette im Fenster zu haben. Er hat sich so eine ausgesucht, die in das kleinste Karton, das man nur finden konnte, eingepackt war. Nein! Sie wurde dort hineingequetscht! Also hat er jetzt etwas Arbeit um dem ganzen eine normale Gestallt zu geben :)
Gestern sind wir ein bisschen durch Köln gewandert, und wisst Ihr was? Es gibt schon ganz viele Weihnachstmärkte! Gott, ich liebe die Adventszeit und vor allem diese Atmosphäre, die in diesen Tagen herscht. Ich habe mir am Weihnachtsmarkt beim Rudolfplatz einen Nikolaus, der vor einem Weihnachstbaum steht, aus Lebkuchen, gekauft. Ich versuche ein Foto davon zu machen und es zu zeigen, bevor er im Bauch meines Mannes verschwindet :)
Das Outfit, dass Ihr auf dem Fotos sehen könnt stammt vom gestrigen Tag. Ich kann mich einfach nichtmal für einen Tag von meinem gestreiften Mantel trennen. Letzens liebe ich es ihn mit anderen Mustern zu kombinieren. Diesmal habe ich das mit einem Panthermotiv, dass auf meinen Schal ist, zusammengetan. Ich denke  dass, das alles ganz gut zusammenpasst. Der Schal hat alle Farben, die ich auf allen anderen Kleidungsstücken trage. Karamel (Schuhe und Tasche), schwarz (Hose und Streifen auf dem Mantel), gelb und orange (auf meinen Armbändern) und grau (der Mantel sieht aus der Ferne wie grau aus). Ich denke das ist das Geheimnis das zeigt, wie man verschiedene Motive so kombinieren kann damit das gut aussieht. 
Ich habe lange nachgedacht ob ich meine schwarze Hose zu Schuhen in Karamelfarbe anziehen soll und die Hose noch in die Schuhe hineintun. Das ist ein bisschen riskant. Man weiss ja, dass wenn man die Beine schlanker aussehen lassen möchte, dan sollte man Schuhe in der gleichen Farbe wie Hosen (bzw. Strumpfhosen) tragen. Ich habe jedoch Schuhe in einer Kontrastfarbe angezogen weil ich denke, dass sie wirklich schön sind und diese Kontrastfarbe aus ihnen einen Hingucker macht. Ausserdem reichen die Schuhe viel niedriger als bis zu dem dicksten Teil der Wade, also, denke ich, bin ich hiermit entschuldigt :)

Polski Jeżeli chcielibyście wyobrazić sobie w tej chwili mojego męża, niech wyobrazi sobie standardowy obrazek mężczyzny przed świętami. Czyli mężczyzna siedzący na krześle, obwinięty lampkami, próbujący je rozplątać. Mój luby wymyślił, że w tym roku powiesi w oknie lampki w formie siatki. Kupił takie, które były do granic niemożliwości wciśnięte i splątane do malutkiego pudełka. Podziwiam go za jego cierpliwość, choć myślę, że gra toczy się tutaj o jego męską dumę. Gdyby nie to pewnie już dawno rzuciłby to w kąt :) A tak, od dobrych dwóch godzin siedzi i rozplątuje. Dobrze, że jutro rano nie musi wstawać do pracy :)
Wczoraj zrobiliśmy sobie wycieczkę po mieście i wiecie co? Wszędzie już się porozkładały jarmarki świąteczne, czyli tzw. Weihnachtsmarkt. Dla mnie oznaczało to plus pięćdziesiąt do szczęścia. Adwent jest moją najukochańszą porą w roku i każdy sposób celebrowania tego sprawia, że gdzieś tam na serduchu robi mi się dużo, dużo cieplej. Kupiłam sobie nawet moją pierwszą pierdółkę z takiego jarmarku - piernikowego mikołaja stojącego przed piernikową choinką. Postaram się cyknąć temu zdjęcie zanim wyląduje w żołądku mojego ślubnego :)
Mam dla Was małą fotorelację z tych jarmarków i w ogóle mojego spaceru po mieście ale umieszczę w najbliższym czasie. Zmniejszanie tych zdjęć zajmuje mi trochę czasu, a chciałam już dzisiaj coś umieścić. Tak więc, poniższe zdjęcia prezentują mój wędrowny strój z wczoraj. Wciąż nie mogę rozstać się choć na jedno wyjście z moim ukochanym paskowanym płaszczem. Mało tego, mam dziką przyjemność łączenia go z innymi wzorami, tym razem padło na panterkę. Myślę, że wyszło dobrze, zwłaszcza, że na szaliku powtarzają się wszystkie kolory elementów stroju, które mam na sobie. Tłem szalika jest szary - czyli w sumie taki kolor ma płaszcz na pierwszy rzut oka (tak naprawdę jest biało czarny), czarne plamki (spodnie i paski płaszcza), karmelowe (buty i torebka), pomarańczowe i żółte (bransoletki). Długo się zastanawiałam, czy w moim przypadku powinnam włożyć czarne spodnie do kontrastujących butów. Wszak takie posunięcie sprawia, że nogi wydają się krótsze i momentami grubsze. Stwierdziłam jednak, że zaryzykuję, gdyż, moim skromnym zdaniem, buty są naprawdę ładne i zasługują na to by je pokazać oraz wręcz sprawić, by rzucały się w oczy poprzez zestawienie z kontrastującym kolorem. Dodatkowo nie kończą się w najgrubszym miejscu nogi, więc nie jest chyba najgorzej :) Mimo istniejącego szaleństwa w modzie wciąż z trudem przychodzi mi zakładanie torebki, która jest z zupełnie innej parafii niż buty. Czasami robię to, specjalnie. Ale, gdy ubieram się bardziej "instynktownie" zawsze sięgam po torebkę, buty i szalik w podobnej kolorystyce. Choć może to nie jest aż takie złe, każdy chyba powinien mieć coś bardziej swojego, coś czego najnowsze "trendy" nie były w stanie mu zabrać :)



Płaszcz / Mantel - MS Mode | Spodnie / Hose - H&M | Apaszka, torebka, bransoletki / Schal, Tasche, Armbänder - Primark | Buty / Schuhe - C&A

















Na koniec chciałabym Wam pokazać zdjęcie robione moim "nowym" obiektywem. Jest to stałoogniskowy obiektym (58mm) ze światłem równym 2. Normalnie takie obiektywy kosztują naprawdę niezłe sumy, ale ja wpadłam na trochę inny pomysł. Zabrałam stary aparat firmy Zenith mojemu tacie, kupiłam odpowiednią przejściówkę (ok 12€) i przełożyłam do mojej lustrzanki obiektyw. Będąc na jarmarku świątecznym, nocą, po raz pierwszy musiałam kombinować z ustawieniami, ponieważ zdjęcia wychodziły... prześwietlone! I to bez użycia lampy błyskowej :)



11.11.11


Deutsch Vor wenigen Minuten habe ich solche Männer auf der Straße gehen gesehen. Heute ist der erste Tag des Karnevals in Köln. In Polen ist auch ein Feiertag, nur einer anderen Art - wir haben den Unabhängigkeitstag. Es gibt auch eine mänge zu Feiern :) Anlass ist die Wiedererlangung der Unabhängigkeit des Staates 1918 nach 123 Jahren der Teilung durch Preußen, Österreich-Ungarn und Russland.

Polski Przed chwilą w moim oknie okazał się widok takich panów :) Dzisiaj w Kolonii jest pierwszy dzień karnawału, czyli piąta pora roku. Zdążyłam już zauważyć, że Niemcy dostają świra jeśli chodzi o karnawał. Czasami mam wrażenie, że ich narodowym sportem jest przebieranie się :) Jak na mój gust bardzo fajna tradycja. Gdyby ktoś z Kolonii przyjechał dzisiaj do Polskimógłby pomyśleć, że też świętujemy karnawał. W końcu w Dzień Niepodległości też co chwila słychać można różne koncerty i tym podobne "imprezowanie" ;) 





Halloween





Ich muss zugeben, dass ich ein bisschen enttäuscht von Alle Heiligen in Deutschland bin. In Polen ist das ein wirklich großer Feiertag, wo ganze Mengen von Menschen auf Friedhöfe gehen, wo ihre Familien liegen. Ich könnte mal sogar behaupten, dass fast jeder zum Friedhof an diesem Tag geht. Und nicht nur das, Leute fahren das halbe Land durch nur um an diesem Tag eine Kerze auf dem Grab jemanden der ihm nah stand zu leuchten. Ich selbst bin mal mit meiner Familie zu einer weit liegenden Stadt gefahren um Gräber meiner Verwanten zu besuchen. Und immer habe ich jemanden aus der Familie getroffen. Immer. Es ist einfach eine sehr große Tradition auf Friedhöfe zu gehen, darum trifft man dort immer eine erstaunliche Menge von Freunden und Familie die man schon lange nicht mehr gesehen hat. Und wenn so viele Leute die Kerzen am Gräbern anzünden, dann versucht euch mal vorzustellen wie wundervoll die Friedhöfe an diesen Abend aussehen müssen.Darum hat es mich gestern sehr traurig gemacht, als ich zum einen großen Friedhof in meiner Nähe gegangen bin und er schon zu war. Und es war knapp nach 19 Uhr. Ich konnte dur das Gitter sehen, dass es dunkel auf den Gräbern war, was wol heisst, dass sich die Deutschen an diesem Tag nicht viele Gedanken um die, die nicht mehr bei ihnen sind, machen.


Hejka! Jak Wam minęło Halloween? Przyznam, że troszkę zaskoczyło mnie zarówno to "święto" jak i 1 listopada w Niemczech. W Halloween niespodziewanie wieczorem ktoś do nas zapukał. Okazało się, że były to dwie dziewczynki przebrane za czarownice! Oczywiście żądały słodyczy, w przeciwnym razie czekał nas psikus. Sympatycznie :)
Następnego dnia, czyli pierwszego listopada po zmroku wybraliśmy się na cmentarz z nadzieją kupienia jakiegoś znicza i zapalenia w miejscu, gdzie zapala się znicze jeśli nie można pojechać na groby swoich bliskich. Niedaleko nas jest ogromny cmentarz więc przy okazji zrobiliśmy sobie spacer. Nie muszę chyba opisywać jak wielkie zdziwienie mnie spotkało, gdy chwile po 19 natknęliśmy się na zamkniętą bramę cmentarza.. Okazało się bowiem, że cmentarz o 19 jest zamykany, a 1 listopada obowiązuje zakaz handlu przy cmentarzu.... Udało nam się przez bramę dostrzec, że na cmentarzu było dosyć ciemno, co chyba świadczy o tym, że Niemcy nie biorą sobie do serca tego święta tak jak Polacy... szkoda trochę.

Ostatniego października korzystając z trochę wolnego wybraliśmy się do Primarka (udało mi się wyprosić meża :)). Potem trochę żałowałam, ponieważ bardzo, bardzo, bardzo dużo ludzi miało ten sam pomysł. Bardzo zależało mi na znalezieniu granatowej w miarę dużej granatowej torebki i kilku zimowym akcesoriom (czapki, szaliki itp.). Muszę przyznać, że ten sklep się świetnie do tego nadaje. Wszystko mi się udało kupić choć nie do końca jestem zadowolona z torebki. Okazała się mieć trochę kiepskie zapięcie (ale to już w trakcie noszenia) wiec wymaga małego DIY żeby można ją było bezproblemowo nosić :) Oprócz tego wstąpiłam do nowo otwartego Tk Maxxa, gdzie znalazłam przepiękną bluzko - tuniko - narzutkę. Do końca nie wiem jak to nazwać ale mam nadzieję, że wkrótce uda mi się ją pokazać.
Mąż wyciągnął mnie przy okazji do włoskiej kawiarni. Tak na marginesie - jeśli będziecie kiedyś w Niemczech i będziecie mijać włoską kawiarnię - koniecznie do niej wstąpcie. Ich kawy, lody i inne desery po prostu powalają z nóg. Ale nie o tym chciałam pisać :) Kawiarnia była trochę na uboczy. Minęliśmy główną ulicę zakupową i skręciliśmy w inną ciut większą. Tutaj, w porównaniu z poprzednią było naprawdę niewiele ludzi i właśnie wspomniana kawiarnia. Gdy już usiedliśmy i rozejrzeliśmy się dotarło do nas, że siedzą w niej niemal sami emeryci i tacy już naprawdę w starszym wieku. Co chwila otwierały się drzwi, w których stawała jakaś babcia, która idąc do stolika witała się z innymi babciami, czy parami typu babcia i dziadek :) Kelnerka pytała tylko "to, co zwykle?". Nie pomyślcie proszę, że trafiliśmy na jakąś dedykowaną kawiarnie, troszkę młodszych osób też się znalazło. Ale niesamowicie miło zaskoczył mnie ten fakt, że przychodziło tam tyle samotnych starszych osób. Siadały osobno ale co chwila zamieniały kilka słów z innymi starszymi osobami siedzącymi obok. I chyba bywają tam często, gdyż jedna z nich powiedziała kelnerce, że zauważyła, że chyba w sobotę miała wolne bo jej nie było.. A był poniedziałek :) Czy u Was też są takie miejsca, gdzie przychodzi dużo starszych osób, by spędzić wolny czas?  I nie chodzi mi o przychodnię, kościół, czy ławkę pod blokiem ;)

Zastanawiałam się, czy umieszczać poniższe zdjęcia. Pomyślałam jednak, że skoro ciągle konsekwentnie pokazuję jak się ubieram na co dzień, to nie zaszkodzi, gdy pokażę całkowicie prosty, najlepszy na chodzenie po sklepach strój. Żałuję trochę, że się tak ubrałam ponieważ zrobiło się tak niesamowicie ciepło, że miałam ochotę zdjąć moje wysokie buty i kupić pierwsze lepsze mokasyny! Sweter też był całkowicie zbędny. Muszę przyznać, że całkiem nieźle jak na ostatni dzień października :)





Sweter / Strickjacke - C&A | Spodnie / Hose - Kappahl | Koszula / Hemd - Tk Maxx | Buty / Schuhe - Deichmann | Torebka / Tasche - C&A | Chustka / Halstuch - Primark



Salmon lace

Lubicie czasami siedzieć w jakimś miejscu, gdzie przechodzi dużo ludzi i się po prostu na nich patrzeć? Ja czasami bardzo :) Tego dnia, w którym zostały zrobione zdjęcia, byliśmy w centrum. Tego dnia zrobiło się naprawdę ciepło (w porównaniu do dnia, który opisywałam w poprzednim poście) tak, że gdy postanowiliśmy wejść do ulubionego miejsca na kawę, wybraliśmy stolik na zewnątrz. Stoliki były tak ustawione jak spotkałam to wiele razy we Francji - siedzenia były obok siebie, w ten sposób, że plecami siedziało się do ściany tak, by można było obserwować cały ruch uliczny. Siedzieliśmy w centrum więc oglądaliśmy deptak i przemieszczających się po nich ludzi, samochody na szczęście odpadły :) Ponieważ było naprawdę przyjemnie nie chciało nam się zbytnio spieszyć z kawą więc rozmawiając oglądaliśmy przechodniów. Po raz kolejny nasunęło mi się pytanie, dlaczego tak wiele z Was pisze, że Niemki nie potrafią się ubrać. Doprawdy nie potrafię dopatrzeć się odpowiedzi na to pytanie. Są duże różnice w tym jak wyglądają Polki, a Niemki ale nie jest to, moim zdaniem, na pewno na korzyść tych pierwszych. To, co udało mi się zaobserwować to fakt, że Niemki mają swój indywidualny styl, każda grupa wiekowa wygląda zupełnie inaczej, a nawet w poszczególnych grupach można zauważyć, że każda osoba ma swój styl. Dlaczego o tym pisze? Ponieważ, gdy jestem w Polsce czuję, że zewsząd atakują mnie klony. Nie trzeba długo szukać by napotkać na grupę dziewczyn/kobiet o identycznych fryzurach, krojach kurtek, rurkach, butach, ba! nawet biżuterii. Podczas mojej podróży do Polski w sierpniu, gdy wjechałam do pierwszego polskiego miasta od razu rzuciła mi się w oczy grupa nastolatek, gdzie każda miała rurki, baletki i tuniki. Założę się, że teraz tuniki są zastępowane przez botki i kozaki, do których te rurki są wkładane. Myślę, że włożenie butów pod spodnie będzie wtedy możliwe, gdy inni zaczną to robić :)
Doprawdy nie rozumiem tej tendencji, tutaj naprawdę każdy wygląda indywidualnie. I mogę śmiało powiedzieć tak: albo ktoś jest ubrany naprawdę modnie, albo skromnie. Ale rzadko widzę kogoś tak ubranego, że nie można na niego patrzeć. Nawet babcie najczęściej są ubrane w ładne kurtki, dobrze skrojone spodnie, dopasowane buty i ładne szaliczki). Przyznam, że właśnie to, co mnie zaskoczyło w pierwszej kolejności to naprawdę ładnie ubrane starsze osoby. Próżno tu szukać starszej pani w spódnicy do pół łydki, pozwijanymi rajstopami i dziwnymi wkładanymi butami. Oczywiście, nie twierdzę, że wszyscy tu posiadają wysublimowany smak, wyglądają jak z żurnala i w ogóle mieszkam w państwie idealnym. Widziałam skromniej ubrane osoby, ale naprawdę nie było w nich nic rażącego.  Ktoś mógłby rzecz, że w Niemczech jest przeraźliwa ilość Turków, i Turczynki, które są prześliczne, ubierają się przepięknie i mogą sprawiać wrażenie, że wcale tak źle nie jest na niemieckich ulicach pod kątem stylu. Osoby z tych narodowości dość łatwo odróżnić i piszę tylko o Niemcach :) Jeśli miałabym już wymienić jakąś cechę narodową, która mnie u Niemców dziwi to byłoby to wydawanie olbrzymich sum pieniędzy na kosmetyki. Nie mam pojęcia skąd ta tendencja ale jest naprawdę imponująca. Od dawna porównuję blogi kosmetyczne niemieckie i polskie i różnią się naprawdę mocno. O ile Polka najczęściej, gdy kupi sobie krem to go wykorzysta do końca, o tyle Niemka kupi sobie przez ten czas 20 kremów. Obserwuję kilka niemieckich blogów kosmetycznych i nie ma tygodnia, by każda z bloggerek nie kupiła sobie przynajmniej dwóch nowych lakierów do paznokci. Najbardziej rozbawia mnie to, że gdy dana firma produkuje nową kolekcję limitowaną (Essence, p2 czy alverde) niemki najczęściej kupują z tego wszystko. Czyli nie ich ulubiony kolor eyelinera ale wszystkie kolory :) Przyznam, że do dzisiaj nie udało mi się rozwiązać zagadki dlaczego to robią, szczególnie jak np. kilka dni temu kupili coś podobnego z innej firmy :) Proszę, nie zrozumcie mnie źle, nie zaglądam nikomu do portfela ani nie zazdroszczę zakupów - te firmy są na tyle atrakcyjne cenowo, że żadna sztuka kupować z nich wszystko. Bawi mnie po prostu ta konieczność przetestowania wszystkiego. Choć "przyganiał kocioł garnkowi". Wcale nie mam znowu moich własnych mazideł tak mało, choć naprawdę sporo mi brakuje żeby dogonić bloggerki niemieckich blogów kosmetycznych :)
Jestem ciekawa Waszego zdania na temat ubierania się w Polsce/Niemczech oraz konieczności kupowania wszystkich nowinek kosmetycznych we wszystkich dostępnych kolorach :)

Krótko odnośnie mojego stroju: sukienkę dostałam od męża na początku lipca. Sukienka jest z dwóch warstw, jedna cała gładka, druga z koronki. Jest to niby letnia sukienka ale zupełnie nie miałam pomysłu jak nosić ją latem, gdy moim ulubionym obuwiem były płaskie sandały lub wszelkie szmaciane baleriny. Wydawało mi się, że jako towarzystwo do niej należy wybrać trochę inne dodatki. Tak, że premierę swoją miała dopiero jesienią :) 

Diesmal werde ich den ganzen Text nicht übersetzen. Warum? Weil es mehr an meine Leser in Polen gerichtet wird. In Polen herscht ein Stereotyp, dass deutsche Frauen sich nicht gut anziehen können. Und mein Text handelt darüber, dass ich versuche zu erklären, dass es nicht so ist :)
Aber ich schreibe auch über etwas, dass ich bei den Deutschen nicht verstehe -  meistens bei den Frauen die Beautyblogs führen. Dass, was mich in Deutschland verblüfft hatt, war (und ist) die grosse Menge von Kosmetika, die Frauen kaufen. Wenn eine Firma (Essence,p2 oder Alverde) eine neue LE hat, dan stürtz ihr Euch wie verrückt in die Läden und kauft einfach alles. Nicht nur z.B. einen Eyeliner, ihr kauft gleich alle Farben von diesem Eyliner. Und ich verstehe auch die Vorliebe zur Nagellacken nicht. Auf jeden Kosmetikblog gibt es für keine von Euch eine Woche, wo sie sich zummindest einen neuen Lack kauft :) Ich weiss, dass es sich am meistem um Kosmetika handelt die billig sind, aber warum musst ihr immer jeden neucheut haben? Das ist nicht so, dass ich jetzt eifersüchtig bin, in einer gewissen hinsicht bin ich auch ein grosser Kosmetik Fan, aber wenn ich schon mal was ausprobieren will dann nur dass, was ich noch nicht habe (oder vom was ich noch die Farbe nicht habe).



Sukienka / Kleid - H&M | Sweter / Strickjacke - C&A | Buty / Schuhe - Deichmann | Torebka / Tasche - Fiorelli









Niemieckie stereotypy

Już kiedyś pisałam o stereotypach ale znowu mnie naszło. Największy? Taki, jaki słyszę nawet tu w Niemczech? Że Polacy kradną auta. Nie wiem, czy kradną te auta Niemcom w Niemczech, czy w Polsce bo nie dopytywałam, ale kradną. Może powinno mnie to we mnie budzić jakieś reakcje, ale niestety jedyną na jaką jestem w stanie się wysilić jest uśmiech. Szczególnie po wydarzeniach  z przed jakiegoś miesiąca. Do Niemiec przyjechaliśmy naszym autem. Auto było już trochę stare więc po paru miesiącach bycia tutaj kupiliśmy sobie nowe. Na szczęście mamy garaż, więc oczywiście nowszy model (mąż uczepił się marki Volvo) powędrował do garażu, a "staruszka" zaparkowaliśmy na ulicy. I w sumie nie wiedzieliśmy, co z nim zrobić. Przecież nie będziemy próbować sprzedać starego auta na polskich jeszcze rejestracjach Niemcom. I tak stało to auto kilka dni, a myśmy rozważali masę różnych pomysłów, co z nim zrobić. Aż w końcu problem sam się rozwiązał bo... to auto nam.. ukradli. Do dzisiaj przeżywam mieszankę różnych uczuć, od oburzenia przez zdziwienie do rozbawienia.  Najbardziej chyba to ostatnie, bo naprawdę nie rozumiem kogo mógłby zachwycić taki samochód. No cóż, o gustach się nie dyskutuje. Przyznam, że wydaje mi się, że może dla kogoś świetnie nadawał się na części? Pojęcia nie mam. W każdym razie policja go do dzisiaj nie znalazła. Niby mówi się o skuteczności niemieckiej policji, a tu takie coś... Chociaż jeśli samochód rozebrano na dwa miliony części to i Rutkowski nie poratuje. Choć na plus policji mogę powiedzieć, że chyba w chwytaniu "przestępców" są nieźli. Parę dni temu ktoś próbował włamać nam się do garażu. Skąd wiem? Bo mąż go nakrył. Zapamiętał twarz, pojechał na policję i w.. może godzinę złodziej był u nich... Nieźle nawet.
Ze dwa dni temu miałam (nie)szczęście zwiedzać kolejne "mieszkanie" Piszę w cudzysłowu, bo do dzisiaj nie wiem jak to nazwać. Wśród wysokich bloków, na dużym osiedlu, ktoś pomiędzy jednym blokiem, a drugim przykleił dwa parterowe domki z ogrodem. Gdy postanowiliśmy dać takiemu miejscu szansę naszym oczom ukazał się ogród pełen wszystkiego.. co można mieć  w ogrodzie i jeszcze trochę więcej. Osobą, która wynajmowała domek była sąsiadka - Niemka - która była sprawcą tego bajzlu. Co z tego, jak domek nawet całkiem - całkiem skoro jedyną drogą do wejścia była ta przez nieszczęsny ogród?  W ogrodzie znajdowało się oczko wodne (wiem, to już razi), a dookoła niego wszystkie możliwe figury ogrodowe jakie można mieć. Widziałam chyba nawet indyjskiego słonia z tym czymś na czym się siada na górze. Domyślam się, że właścicielka na wszystkie święta od jakiś dziesięciu lat musiała dostawać tylko "ozdoby" ogrodowe. Prócz ozdób można było znaleźć wspaniały stary stół z ceratą w kratę, pełno regałów ze śmieciami.. Wyobrażam sobie zapraszanie gości i prowadzenie ich wśród czegoś takiego.. taaa... Z lekką nutą nadziei zapytałam kobietę, czy jest w trakcie remontu. Ona zdziwione, że nie, a co? No i powiedziałam, że tak trochę dużo tu tego. Więc ta wspaniałomyślnie zaproponowała, że wstawi kawałek płyty tak, by przed wejściem do domu nie było widać wejścia do jej domu. Heh. I gdzie tu stereotyp "Ordnung  muss sein?"(Porządek musi być).




Sweter / Strickjacke - C&A | Tunika - KiK | Spodnie / Hose - Kappahl | Buty, torebka / Schuhe u. Tasche - Primark | Zegarek / Uhr - Fossil









Kotek

Ich habe Euch letztens versprochen, dass ich ein Paar Fotos von einer kleinen Katze zeige. Als ich in Polen war sagte meine Oma, dass sie so sehr eine Katze hätte. Also setzen wir und mit meiner Mama an den Computer und fingen an nach so einem kleinen Ding zu suchen. Wir hatten ein kleines Kätzchen, und das in unserer Nähe, schnell gefunden. Dazu hat der Eigentümer gesagt, dass er sie zu uns bringen könne. Und am Sonntag morgen bekammen wir die kleinste und süsseste Katze der Welt!  Als mein Mann sie gesehen hatte, sagte er sie sehe wie Batman aus. Sie hatte die Spitze ihres Kopfes und die Ohren schwarz, so wie Batmans Mütze. Ich begann sie so zu nennen aber das gefiel nicht so ganz meiner Familie, weil es nämlich ein Weibchen sein sollte. Aber, nach dem Tierarzt Besuch stellte es sich fest, dass die Katze ein Kater war und nun dürfte er Batman heissen :) 



W poprzednim poście obiecałam, że będzie o kotku. Podczas mojego pobytu w Polsce, babcia powiedziała mi, że chciała by małą kotkę. Ja i mama zaraz usiadłyśmy przy komputerze i włączyłyśmy Allegro. Okazało się, że całkiem niedaleko ktoś chce oddać nowo narodzone kocięta, została akurat jedna dziewczynka i na dodatek może nam przywieźć do domu. No to się zgodziłyśmy :) W niedzielny poranek pewien pan przywiózł nam podziurkowany kartonik, z którego co chwila coś pomiałkiwało! Po otworzeniu kartonika ujrzałam najmniejszego kotka na świecie!!! I najpiękniejszego! I najbardziej tulaśnego! Mąż mój, ujrzawszy kota stwierdził, że wygląda jak Batman. Dlaczego? Bo ma taką czarną "czapeczkę" ja właśnie ta postać z komiksu/filmu :) Stwierdziłam, że imię idealne choć reszta rodziny była sceptycznie nastawiona :) Szczególnie, że to imię bardziej męskie niż damskie. Ale u weterynarza okazało się, że to chłopczyk więc został... Batmanek :)



Hier ist er noch im Garten meiner Eltern bevor wir ihn zur Oma gebracht haben. Die Katze meiner Eltern war ein bisschen eifersüchtig und mistrauisch.

Tutaj jeszcze w ogrodzie rodziców zanim zawieźliśmy go (wtedy jeszcze "ją") do babci. Kot rodziców był trochę zazdrosny i nieufny :)





Ich weiss nicht warum, aber das Kätzchen hat sich mich ausgesucht, um die ganze Zeit zu kuscheln. Es ist sogar auf mir eingeschlafen weswegen ich mich für viele Minuten nicht bewegen konnte!

Nie mam pojęcia dlaczego, ale do tulenia upodobał sobie mnie! Nawet na mnie zasnął przez co unieruchomił mnie na dobre kilkadziesiąt minut! :)



A tu już u babci :) Mała pożegnalna sesja z tym przesłodkim maluchem przed powrotem do Niemiec.







I'm back!

Hallo! Ich bin wieder da! Bevor ich irgendetwas anderes schreibe wollte ich mich bei Euch für all die schönen Komentare und E-mails zu bedanken. Es ist immer wieder rührend "gute Besserung" Wünsche zu lesen.
Der Grund meiner Abwesenheit war meine erwähnte Krankheit und eine Reise zu meinem Heimatland - Polen. Diesmal beschloßen wir das Auto zu nehmen (statt den Flugzeug). Wir hatten eine Distanz von ca. 1100 km zu überwinden (in einer Richtung). Das alles wäre nicht schlimm gewesen, wenn ich diese Ohrenentzündung (und das in beiden Ohren) nicht hätte. Dummerweise um von Köln nach Polen zu gelangen muss man durch das Bergische Land fahren. Bei einer Ohrenentzündung fühlt sich die kleinste Druckänderung so an als ob der Kopf gleich explodieren würde. Ich konnte den Schmerz kaum aushalten.  Als wir schon am Ziel angekommen sind, hatte es immer noch wehgetan. Ich musste einen Arzt schnell aufsuchen, der mir, Gott sei Dank, geholfen hat. Aber die Fahrt war schrecklich. Heute sind wir zurückgekommen, aber zum Glück hatte es nicht mehr schon so wehgetan (aber immer noch ein bisschen).
Ich muss zugeben, dass ich bei meiner Familie eine wundervolle Zeit verbracht habe. Jetzt sitze ich hier, schon in Köln und fühle eine Leere in meinem Herzen. Ich werde die langen Nächte, die ich mit meine Mama durch geplaudert habe, so vermissen. Naja, ich hoffe ich kann sie alle bald wieder besuchen kommen.
Ich habe meine Kamera mitgenommen mit der Absicht mir tolle Fotos für meinen Blog zu machen. Naja, hat aber nicht geklappt. Wir haben ein super kleines und süßes Kätzchen meiner Oma gekauft. Und ab da an habe ich nur ihm meine Fotos gewidmet. Am Ende stellte es sich fest das ich 5 Fotos habe und das Kätzchen ca. 150. Das nächste Mal zeige ich Euch ein Paar Fotos von dem Kleinen.


Hej hej! Zanim napiszę cokolwiek chciałabym Wam podziękować za miłe komentarze i sympatyczne maile. Zrobiło mi się naprawdę ciepło na serduchu czytając życzenia powrotu do zdrowia oraz słowa zniecierpliwienia dotyczące pisania kolejnych postów. Jesteście przekochani :* :* :*

Powodem mojej dłuższej nieobecności była wcześniej wspomniana choroba oraz wyjazd do Polski. Postanowiliśmy z mężem tym razem pokonać tą trasę samochodem. 1100 km w jedną stronę. Niby nie brzmi przerażająco, ale dla kogoś z zapaleniem uszu - owszem. Oczywiście mądry Polak po szkodzie, ponieważ przed wyjazdem nawet do głowy mi nie przyszło zapytać lekarza, czy to dobry pomysł jechać w tak długą trasę. Miałam okazję na własnej skórze przekonać się jaki wpływ mają zmiany ciśnienia na chorobę uszu. Tysiące razy jeździłam przez góry dlaczego więc tym razem miało by być inaczej (jadąc z Kolonii w kierunku Drezna przejeżdża się przez góry - Bergisches Land)?  Otóż moi mili, gdy ma się zapalenie uszu i jedzie się po górzystym terenie czujemy każdy najmniejszy spadek i wzrost ciśnienia. Nie ma lekkiego zatykania i odtykania uszu tylko jest jeden potworny ból rozsadzania głowy. Nie życzę tego nikomu. Najgorsze, że ból się utrzymywał już po przyjeździe więc musiałam ponownie udać się do lekarza. Otrzymałam nowe lekarstwa, po których za kilka dni po mojej chorobie nie powinno zostać ani śladu. Mam nadzieję. Trzymajcie proszę kciuki :)

W Polsce spędziłam cudowne chwile z moją kochaną rodziną. Z takich wyjazdów zawsze wracam trochę niedospana, poprzez codziennie długie rozmowy z mamą do naprawdę bardzo późnych godzin nocnych. Mamy obie chyba taką właściwość, że gdy przychodzi wieczór/noc to mamy najwięcej do opowiadania/dyskutowania/omawiania :)
Początkowo mieliśmy być tam tylko tydzień ale udało się, że byliśmy prawie dwa! Parę godzin temu wróciliśmy, ja siedzę przy biurku (mąż odsypia noc) i odczuwam taką niesamowitą pustkę w sercu. Zawsze jakoś tak jest, gdy się z nimi żegnam. Ale nie o tym chciałam pisać :) Wzięłam ze sobą aparat z zamiarem zrobienia mnóstwa ciekawych zdjęć na bloga. Ale tak się złożyło, że do naszej rodzinki trafił maluteńki kotek i już do końca mojego pobytu tam tylko on był jedynym fotografowanym obiektem! Tak więc siebie mam z 5 zdjęć, a kota ze 150 :) Oczywiście postaram się wrzucić kilka fotek w najbliższym czasie :)

Żeby już nie przeciągać wklejam moje jedyne zdjęcia "blogowe" z tamtego pobytu :)


Bluzka / Bluse - C&A
Chustka (jako pasek) / Tuch (als Gürtel) - SH
Spodnie / Hose - Takko
Buty / Schuhe - Primark
Torebka / Tasche - Wehmeyer
Naszyjnik i Bransoletka / Halsband u. Armband - Primark
Zegarek / Uhr - Fossil





Bergisches Land

Um Sonntags nicht vorm Fernseher, den wir nicht haben, zu sitzen haben wir uns einen kleinen Ausflug gegönnt. Wir fuhren in's Bergische Land. Es wundert mich immer wieder wie viele wunderschöne Plätze es in Deutschland gibt. Das Bergische Land gefällt mir sehr. Ich liebe die Hügel, Taale, das super grüne Grass und die schmalen kurvigen Wege. Das errinnert mich an die kleinen Dörfer in den Alpen. Wie es war, könnt ihr auf den folgenden Fotos sehen.

By w niedziele nie siedzieć w domu przed telewizorem, którego nie mamy, postanowiliśmy wybrać się na małą wycieczkę. Zaraz przy Köln zaczyna się graina geograficzna o nazwie (Bergisches Land - w wolnym tłumaczeniu górzysta kraina). Są to niesamowicie urokliwe miejsca, przez które zwykłe przejeżdżanie samochodem sprawia wiele przyjemności. Przypomina mi to małe miasteczka alpejskie przez które przejeżdżałam, gdy jechałam na wakacje w Szwajcarii, Włoszech, czy Austrii. Wystarczy pojechać na wschodnie obrzeża Köln by nagle znaleźć się wśród miliona soczyście zielonych pagórków i dolin, krętych dróżek i małych słodkich domków. Na każdym większym skrawku zieleni można zaobserwować pasące się krowy,  konie, barany i inne zwierzęta. Ja osobiście mam wrażenie, że czas tam się zatrzymał. To, co fascynuje mnie w Niemczech najbardziej jest to, że ten kraj tak bardzo chce zachować jak najwięcej zielonych terenów. Obrzeża tak olbrzymiego miasta jak moje są niesamowicie zalesione, gdy wyjeżdża się z tych lasów trafia się na przepiękne tereny, o których wspomniałam wyżej. Zmiana otoczenia jest naprawdę uderzająca. Momentami trafia się na niesamowite pustkowia, gdzie jest niesamowicie cicho, gdzie są łąki, lasy i praktycznie ani żywej duszy. W niedzielę właśnie pojechaliśmy w takie "pustkowie" pochodzić. Jedyne, co przeszkadzało ciszy to auto jakiegoś tubylce przejeżdżające być może raz na dziesięć minut. Zresztą, zobaczcie sami, udało mi się zrobić kilka fotek :)




































Related posts

 
MOBILE