Trudny temat.

Dzisiaj rano, z okazji brzydkiej pogody, miast od razu pościelić łóżko postanowiłam w nim po śniadaniu znów wygodnie się ułożyć i poczytać gazetkę. W ręce wpadł mi najnowszy Joy, nie kupuję tej gazety co miesiąc, ale ten numer ciężko mi było pozostawić na półce, gdyż jako dodatek zawierał płytę DVD dotyczącą wykonywania makijażu. Mowa oczywiście o niemieckiej wersji tej gazetki, choć niewykluczone, że wkrótce taki dodatek może się znaleźć w polskiej edycji (o ile jeszcze się nie znalazł). Tak sobie teraz przypominam jedną rzecz związaną z tą gazetą. Był moment, że mieszkając jeszcze w Polsce przez jakiś czas ją kupowałam. Nie pamiętam dokładnie kiedy to było, ale miałam okazję być na jeden dzień w Niemczech, gdzie kupiłam sobie jej niemiecki odpowiednik. Po miesiącu, czy dwóch udając się do Empiku po najnowszą wersję polskiego Joy'a coś mnie zdziwiło. Niby znałam tą okładkę, ale nie miałam numeru z tego miesiąca. W domu się okazało, że była to kopia niemieckiego wydania sprzed dwóch miesięcy. Ta sama okładka, ten sam wywiad (czy artykuł numeru) - w sumie norma. Choć szkoda. Ale najbardziej zaskoczyła mnie jedna rzecz! Oczywiście od razu odszukałam mój niemiecki numer tego czasopisma. Był tam dość spory artykuł poświęcony gadżetom erotycznym :D Tak, tak :) Nie został mi w pamięci z powodu jego treści, a raczej tego, że ten sam właśnie był w tym najnowszym polskim Joy'u. Artykuł polegał na tym, że dwoje młodych ludzi: mężczyzna i kobieta (można było się domyśleć - aż tak wyluzowana Europa jeszcze nie jest ;) ) postanowiło uprzyjemnić swoje intymne życie i udać się do sklepu erotycznego po co ciekawsze gadżety, wypróbować je, a później na łamach gazety nimi się podzielić. Dla jednych nic takiego, dla innych wręcz przeciwnie. Nie do tego jednak zmierzam. Kontrowersję we mnie wzbudził fakt, że w niemieckim Joy'u były to osoby z niemieckimi imionami (dajmy na to - dla lepszego wyobrażenia - Hans i Elke) a w Polskim z polskimi (na przykład Konrad i Halina). Oczywiście dorobiono im wiek i inne dane jak np. jak długo są razem, co robią na co dzień itp. I tak sobie myślę, czy to jest ok? Bo z jednej strony artykuł jest kreowany na taki, że tego typu gadżety są dla każdego z nas i jest to na tyle normalne, że para tych ludzi (chyba było nawet więcej tych par - nie pamiętam dokładnie) pokazuje swoje twarze, podaje dane i się niczego nie wstydzi. A z drugiej strony jednak widzimy tu fikcję. Może artykuł przeszedł jeszcze kilka innych krajów, gdzie każda z tych osób miała nadane inne imiona i inne cechy, odpowiadające bardziej cechom narodowym dla danego wydania? Moim zdaniem to głupie, szczególnie, że żyjemy w czasach, gdzie dostęp do różnych wydań jest naprawdę prosty. U mnie na dworcu kolejowym jest kiosk, gdzie można kupić gazety z wielu różnych państw. Zastanawia mnie, czy redakcje są już naprawdę tak rozleniwione? Przecież taki artykuł (i wiele wiele innych) można wziąć i przerobić bardziej na polski. Wziąć polską parę, pójść z nimi do takiego sklepu itp. To by przecież było bardziej realne, prawda? Bo takie coś pokazuje mi wręcz odwrotność tego, co twórcy artykułu chcieli osiągnąć. Że jest to nadal tak wstydliwy temat, że nikt nie chce pokazać się wszystkim jako kupujący takich produktów. Że pewnie te osoby spotkały się dopiero przy zdjęciach, żadną parą nie są i w każdym kraju są kimś innym.
I nie dotyczy to tylko tego typu artykułów, później widziałam więcej takich kopii. Nawet okładki są identyczne, miałam kiedyś masę glamour'ów niemieckich i polskich, które miały te same okładki. Aż tak brakuje nam własnej pomysłowości?
I teraz w sumie rozpisałam się na zupełnie inny temat niż chciałam poruszyć. Otóż w tym Joy'u był dość interesujący artykuł na temat Facebooka. Jakieś badania (i pewnie samemu można się domyśleć) wykazały, że ludzie na takich portalach społecznościowych kreują się na zupełnie innych niż są. Lepszych. Tak trudno się było domyśleć, że włączyli specjalne badania na ten temat? :) Podzielili takie "podrasowanie" swoich profili/życia na kilka kategorii. Wybaczcie mi, że nie przytoczę tu wszystkich ale jest ich kilka i przetłumaczenie samych nazw nic nie da, musiałabym dodać kilka zdań opisu, a to wydłużyłoby ten wpis kilkakrotnie. Jednak jedna z tych kategorii przykuła moją uwagę najbardziej. Pewnie dlatego, że pozostałych nie zauważyłam, a ta sprawdza się wśród moich znajomych w 99%!!!!! Nazwane jest "Die Übermama", co w wolnym tłumaczeniu może znaczyć "Nadmama". Założę się, że każdy z Was się spotkał z tym fenomenem. Ja aż zbyt dużo razy, co spowodowało, że dałam sobie spokój z Naszą Klasą. Schemat jest zawsze ten sam. Jest sobie koleżanka/przyjaciółka/znajoma, którą mamy na naszej klasie. Lubimy tam wchodzić bo jedna z tej grupy może wrzucić jakieś ciekawe zdjęcie z wakacji/podróży/spaceru/pracy itp. Zawsze lubiłam podglądać zdjęcia moich znajomych, dzięki temu szybko wiedziałam, co u nich słychać, gdzie są na wakacjach jak wyglądają (to Ci, co są trochę dalej). Później wyżej wymieniona osoba zachodzi w ciążę. I zaczyna się. Zdjęcie pierwszego USG, zdjęcie drugiego USG, zdjęcie pierwszej wypukłości na brzuchu, zdjęcie trochę większej wypukłości na brzuchu, potem zdjęcie z wielkim brzuchem z boku, z przodu, z mężem, który trzyma dłonie na brzuchu... ojej.. tyle możliwości, że szok. I tym wszystkim jestem nagle bombardowana parę razy w ciągu dnia. Gdy to tego dojdzie, że kilka koleżanek jest w tym stanie to już kaplica! Można by pomyśleć, że gdy dojdzie do rozwiązania, będzie wreszcie spokój. Ale nic bardziej mylnego! Profil naszej kochanej znajomej/koleżanki/przyjaciółki/kuzynki/itp. staje się profilem jej dziecka. Na avatarze nie ma już jej ślicznej buźki, jest za to zdjęcie jej dziecka. Co 3 dni inne! Gdy wchodzę pooglądać zdjęcia znajomych to widzę same bobasy. Ryczące, śmiejące się, z gołym tyłkiem, w wannie, w pieluszce, bez pieluszki, romantyczne ujęcia, dziwne ujęcia.. itd. itd. I tak sobie myślę "o co chodzi?" Rozumiem, że teraz wszystko się kręci wobec nowo narodzonego dzieciaka, ale dlaczego jest go wszędzie pełno. Czy Janina Kowalska przestała być Janiną Kowalską tylko jest teraz swoim dzieckiem? Bo jak mam rozumieć profil na czymkolwiek, gdzie jest napisane imię i nazwisko dorosłej kobiety, a na każdym zdjęciu, włączając miniaturkę jest jakiś łysy bobas? Tak sobie myślę, czy nie lepiej by było już (gdyby się naprawdę miało tą olbrzymią, swędzącą ochotę uraczać internet zdjęciami swoich pociech) założyć im własny profil? Wtedy mogłabym sama zdecydować, czyje zdjęcia chcę oglądać? Nie chcę rezygnować z możliwości kontaktu, pisania wiadomości, oglądania fajnych fotek, ale nie chcę też czuć się, że jestem na jakiś portalu o noworodkach.
Mam nadzieję, że nie weźmiecie mnie teraz za jakiegoś potwora, który nienawidzi dzieci, nie rozumie czym jest wspaniała miłość do matki i nie docenia tej cudownej relacji. Bardzo jednak spodobało mi się jedno zdanie na jednym z portali psychologicznych: kobiety, które mają dzieci, muszą zrozumieć, że reszta świata nie pała tą samą miłością do tych dzieciaków, co one. Często uświadomienie sobie tego staje się naprawdę niezłym ciosem dla takiej osoby. Mogę kochać moją przyjaciółkę całym serduchem, ale za nic na świecie nie potrafię patrzeć z taką fascynacją na jej dzieciaczka, z jakim ona na nie patrzy. I o ile fajnie jest, gdy ktoś pokaże swoje nowonarodzone cudo, a później raz na jakiś czas da popatrzeć jak to cudo się rozwija, to gwałcenie dziesięcioma fotkami tygodniowo jest szaleństwem!
Dobra! Mam nadzieję, że żadna fanatyczna mamusia tu nie trafi i nie zacznie mnie atakować. Oczywiście możecie się ze mną nie zgadzać, ale podczas wysławiania tego proszę o używanie mądrych argumentów miast "ale ty jesteś! właśnie straciłaś obserwatora!". Jestem otwarta na wszelkie inne sposoby patrzenia, być może dam się przekonać. Jest jednak jeden argument, który ma dokładnie odwrotne znaczenie i jest najbardziej bezmyślnym argumentem na ziemi: "jak będziesz matką to zrozumiesz". To tak jak ja bym pisała "jak będziesz facetem, to zrozumiesz".

Na koniec, jak zwykle, coś dla tych co przeczytali i dla tych, co nie lubią czytać:

Bluzka, którą widać pod czarną koszulą jest bez rękawów. Kupiłam ją bo miałam jej wersję z rękawami i bardzo mi się podobała. Przedwczoraj chciałam wreszcie ją "wypróbować" i się okazało, że z niczym z moich ubrań mi nie "siedzi" tak jak bym sobie to życzyła. Jeśli komuś się podoba i chciałby taką mieć - niech pisze na maila.

Diese Bluse habe ich gekauft weil ich schon so eine mit langen Ärmel hatte. Jedoch hat es sich herausgestellt, dass ich kaum etwas habe mit dem ich sie zusammen tragen kann und mich darin mag. Wenn jemand Lust auf diese Bluse hat - schreibt mir bitte eine E-mail.






Bluzka / Bluse - H&M
Koszula / Hemd - C&A
Spodnie / Hosen - F&F
Buty / Schuhe - Skechers
Torebka / Tasche - eTorebka.pl
Zegarek / Uhr - Fossil
Bransoletki / Armbaender - H&M, Allegro





33 comments:

  1. świetne bransoletki!:)
    Pozdrawiam!

    ReplyDelete
  2. zacznę od zestawu - IDEALNY! wyglądasz w nim świetnie! makijaż śliczny - naprawdę!

    co do fotek dzieci na NK, to szczerze mi ich szkoda;) rodzicom odbija i nie myślą o konsekwencjach..
    też oczywiście lubię się synem pochwalić, ale zawsze zastanawiam się nad każdym zdjęciem, które wrzucę do sieci...bo może za kilka lat zaważy ono na karierze mego syna!;) czyli fotki na golasa i ośmieszające odpadają;)

    co do gazet...lubiłam je czytać, szczególnie testy rozmaitych kosmetyków...ale obejrzałam kiedyś wywiad, w którym jakaś redaktorka skarżyła się jakie uciążliwe jest smarowanie się kilkoma kremami w ciągu dnia ,aby go przetestować do pisma...zwątpiłam...wszędzie oszukują niestety...

    ReplyDelete
  3. zgadzam się z Tobą. sama jestem matką dwóch dziewuch, robię im mnóstwo zdjęć ale avatar na FB czy NK nadal pokazuje moje zdjęcia ;) nie zwariowałam, chociaż zdarza mi się w samotności oglądać napstrykane zdjęcia setny raz !

    ReplyDelete
  4. Twoj post porusza kwestię wiarygodności czasopism. Z Twoich obserwacji można wywynioskować, że wydawcy po prostu nie patrzą na czytelnika inaczej niż na dojną krowę - i dlatego robią wszystko po najmniejszej linii oporu. Wiesz - maksymalizacja zysków. Wyobraź sobie, że teraz w każdym kraju organizowane sa podobne sesje - ile zachodu i kasy by na to poszlo :) Poza tym, ile procent ludności ma dostęp do różnych wersji językowych?

    Oczywiscie ja ich nie usprawiedliwiam - bo moim zdaniem - czasopisma powinny poruszać tematy związane z danym krajem, ludżmi, kregiem kulturalnym. Niestety w dobie społeczeństwa konsumpcyjnego - coraz mniej jest środków masowego przekazu, które służą rzetelnej informacji, a nie zbijaniu majątku.
    Tego niestety nie da się przeskoczyć aktualnie - bo pieniądz rządzi światem - choć powinno raczej coś innego.

    Co do drugiego tematu:
    wg badań kobietom rodzącym dzieci "natura" włącza hormony odpowiedzialne za to, żeby chroniły swoje potomstwo. Przynajmniej tak się tłumaczą aktualne matki, gdy zada im się pytanie, czemu traktują swoje dzieci prawie jak bóstwa.
    Co ciekawe nie ma to żadnego odwzorowania w historii, gdyż jak wiadomo kiedyś kobiety rodziły dużo więcej dzieci i to nie był powód do chwalenia się wszystkim wokół. Ot - normalna rzecz, którą robiła większość.
    Teraz kobiety zwykle rodzą tylko jedno dziecko - przez co to dziecko staje się "pępkiem świata". Rodzina (nawet mąż), przyjaciele, znajomi - wszyscy idą w "odstawkę" - bo dumna mama nie widzi nic poza swym potomstwem.
    Najgorsze jest to, że nawet, gdy "młoda mama" nie zrywa kontaktów ze wszystkimi - to jedynym tematem, na który można z nią rozmawiać jest dziecko! Można się np. dowiedzieć, ze dziś kilka razy bęknęło, oddało kał czy mocz. Cóż jeśli kogoś kręcą te tematy - to proszę bardzo - mnie akurat nie :)

    Co do stroju - to jest w porządku - i ładnie się ubierasz :)
    Pozdrawiam
    Big Buck Bunny

    ReplyDelete
  5. Jestem mamą od kilku miesięcy, ale nadal nie rozumiem pewnych rzeczy np. takich, o których piszesz lub traktowania dziecka jako "bóstwa". Kocham swoje dzieci, ale nadal jestem niezależną osobą, nie personifikuję się przez nie. Mój blog jest nadal w większości o mnie:).
    Nie mam konta na NK i FB, nie mam potrzeby i nie lubię hipokryzji.
    Natomiast zupełnie nie dziwi mnie fakt, że ludzie na zdjęciach, blogach wydają się piękniejsi, bardziej interesujący niż w rzeczywistości.

    Joy'a kupowałam kiedyś dla makijaży...ale za dużo tam photoshopa teraz;)
    Pozdrawiam...i ślicznie ci w fiolecie:)

    ReplyDelete
  6. eee. ale walnęłam babola: oczywiście nie chodzi o personifikację ole określanie się przez dzieci - wychodzi piątkowe zmęczenie;)

    ReplyDelete
  7. Nie żartuj, że nie wiedziałaś wcześniej o tych zdjęciach w gazetach :P

    ReplyDelete
  8. a ja jestem dziennikarką ;) w dodatku nie tylko z zawodu ale także pracująca w zawodzie ;) wszędzie się mówi lub pisze w komentarzach że dziennikarze są mało wiarygodni, co jest równoznaczne z tym, że nierzetelni. A ja Ci powiem, tak: gazeta joy, glamour, cosmopolitan itd mają jakiegoś tam swojego wydawce czy jest to Axel Springer czy Jorg Marguard nieważne. Prawda jest taka, ze ten wydawaca jest jeden, ma tam swoje tytułu za które odpowiada i wypuszcza je w świat. czyli jeśli gazeta jak np. joy ma zasięg międzynarodowy to jako pierwsza wychodzi w kraju z którego pochodzi wydawca, stąd opóźnienie np. w Polsce ;) po drugie nie zmienisz treści, bo to nie dziennikarz za nią odpowiada, po 3 zauważ, ze np. nie wszystko jest w tej gazecie identyczne. np. takie młodzieżowe bravo, wychodzi i w PL i DE i nie opisuje tych samych gwiazd, bo nie wszystkie są u nas znane i na odwrót.
    Po 4 najważniejsze. Pracuje w gazecie i uwierz mi, że ludzie wcale nie są tacy chętni do tego by być bohaterami artykułów, by przetestować coś a później o tym opowiedzieć na łamach czasopisma ;)
    A co do outfitu ;) Nie rozumiem dlaczego chcesz oddać tę bluzkę ;) świetnie do Ciebie pasuje kolor jaki zarówno fason, poza tym w tym secie jakoś sobie poradziłaś, może niebawem przyjdzie pomysł na połączenie tego z czymś jeszcze ;)
    Pozdrowienia

    ReplyDelete
  9. Asiu bluzeczka jest śliczna:)

    ReplyDelete
  10. ja już też zauważyłam te same okładki, ale liczyłam że treści są inne :) Muszę się zgodzić z Tobą, mnie też wkurzają dzieciaki na profilach. Nie rozumiem dlaczego ludzie ustawiają w avatarkach zdjęcia swoich pociech. Domyślam się że to jest ogromne przeżycie, ale myslę że wystarczy wstawić jedną czy kilka fotek żeby pokazać światu, tylko z umiarem. Fajnie że robisz takie offtopy na swoim blogu, dobrze się Ciebie czyta. ;)

    ReplyDelete
  11. PS, jak to bluzka nie siedzi ? Bardzo dobrze wygląda w takim zestawieniu, możesz też założyć z rurkami i marnarką. Bardzo fajny kolor i krój, lepiej ją sobie zostaw. Piękne masz bransoletki i super kolor na ustach :)

    ReplyDelete
  12. Zestaw fajny, bluzka ma fajny kolor i dobrze Ci w niej. Napisałam Ci maila, więc jak możesz to odpisz :)

    ReplyDelete
  13. Kiedyś non stop kupowałam te gazety , zaczynając od brava girl, twista , glamour i kończąc na joy. Już od pół roku ich nie kupuję i jestem bogatsza o ok. 30 zł i jakoś przeżyłam bez tej wiedzy którą nam wpierają w prawie każdym czasopiśmie. Bynajmniej w gazetach dla młodzieży- same głupoty... i pomyśleć że ja w to kiedyś wierzyłam :) Nie odebrałam twojego postu jako, że nie lubisz dzieci , wręcz przeciwnie masz rację. . . A co do dzieci : nie wyobrażam sobie teraz abym miała mieć dziecko , za wcześnie i jakoś nie śpieszy mi się być kurą domową :) co więcej zauważyłam że kobiety po urodzeniu dziecka strasznie się zaniedbują (nie każde oczywiście) zmienia im się całkowicie charakter- dziecko jest oczkiem a facet i inni bliscy są odstawiani na drugi tor. Jakoś nie jestem na to gotowa i myślę że szczerze ciebie rozumiem. *******Ta bluzeczka którą masz pod spodem jest piękna , tylko szkoda że nie mój rozmiar, to kolor nude czy tylko tak światło na nią pada?? . Pozdrawiam i czekam na nową notkę !

    ReplyDelete
  14. Aaa .. zapomniałabym dodać. Mam kilka znajomych na nk, facebooku, gdzie zamieszczają zdjęcia swoich pociech w wannie z gumowymi zabawkami bądź w samej pieluszcze kilka zdjęć pod rząd. Za kilkanaście lat jak dziecko dorośnie i się dowie o tych zdjęciach to napewno miłe nie będzie. Ja bym nie chciała aby przeszło np. 500osób podziwiało mnie i komentowało jak miałam roczek, kąpiącą się w wannie. W przyszłości nie pozwolę aby ktoś zobaczył moje dziecko w takich okolicznościach. Niestety żyjemy w świecie gdzie jest masa pedofili i wiadomo, że puścić w obieg takie zdjęcia to lada moment. Więc rodzice powinni trochę rozsądniej postępować. Ps. Sorry że tak się rozpisuje ale w takim temacie ciężko rozpisać się w jednym zdaniu.

    ReplyDelete
  15. piękna bluzeczka!

    ReplyDelete
  16. Po jej wypraniu wygląda jak nowa :)
    Dziękuję za przemiły komentarz :]

    ReplyDelete
  17. Buty zdecydowanie na "nie", spodnie mają złą długość.

    ReplyDelete
  18. paaula: dzięki

    Tara: dziękuję za miłe słowa. Myślę, że teraz tym dzieciom jest to obojętne, ale nie wiadomo co będzie potem. Jeśli chodzi o Twojego syna - nie zauważyłam przesady. Zresztą to prawie dorosły chłopak, więc można popatrzeć ;)
    Co do gazet - no proszę, to już wiem, że takie recenzje są o kant d**** :)

    jukejka: i bardzo zdrowe podejście! :)

    Anonymous (Big Buck Bunny): podpisuję się pod tym, co piszesz :) Dziękuję :)

    pani la mome: nie twierdzę, że wszystkie mamy takie są. Na szczęście są takie jak Ty, czy inne tu wypowiadające się :)

    Anonymous: nie

    coco: dziękuję Ci za tę wypowiedź. To bardzo ciekawe, co piszesz. No i niestety pokazuje jak jest.
    Bluzkę chcę oddać bo to jedyny zestaw na jaki byłam w stanie się wysilić :) Nie lubię zakładać marynarek, czy sweterków na bluzki bez rękawów. Szczególnie, że robi się już coraz zimniej.

    Agulka-Ahnesa: dziękuję :)

    Abscysynka: racja :) co do bluzki: dziękuję :) Zobaczę ilu będzie chętnych :)

    Keisi: zrobione :)

    zakupoholiczka: mam dokładnie tak samo z gazetami. Dziękuję za wypowiedź, cieszę się, że ze mną zgadzasz, a ja zgadzam się z tym, co piszesz :) Co do Twojej drugiej wypowiedzi: to okropne z tą nagością. Popatrz sobie na plażę latem. To jest proszenie się o nieszczęście. I w tym temacie jest naprawdę dużo do poopowiadania, więc się Tobie nie dziwię:)

    Rare_book: dziękuję :)

    cuksowa: dziękuję :)

    Anonymous: jak czytam "jestem na nie" to mi się zaraz kojarzy z kompleksem jurora X-Factor. Jakoś takie wypowiedzi tracą dla mnie wszelką wartość, wybacz :)

    ReplyDelete
  19. Nie "jestem na nie" tylko buty na "nie" a co kompleksów to nie będę się wypowiadać.

    ReplyDelete
  20. brawo anonimowi nade mną. od dawna obserwuję twojego bloga i zauważyłam, że choć ciągle deklarujesz chęć przyjęcia konstruktywnej krytyki, to na każdą nie okraszoną toną komplementów reagujesz nerwowo.. chyba nie jesteś do końca tak pewną siebie osobą, na jaką pozujesz.

    ReplyDelete
  21. Od początku - w ostatnich czasach stało się chyba nawet modne kopiowanie artykułów. Coraz częściej nawet na portalach internetowych artykuły pisane są sposobem kopiuj-wklej z innych PODOBNYCH portali co tym bardziej jest żałosne, bo przecież jak się czymś interesujemy to nie ograniczamy do jednej strony o takiej tematyce.
    Co do dzieci - u nie wchodząc na nk wszystkie zdjęcia nowo dodane to zdjęcia ze ślubów, bądź dzieci. Co gorsze to coraz młodsze dziewczyny dodają zdjęcia swoich pociech. Do tego już nawet chłopcy, bo czy to mężczyźni to można by się kłócić dodają zdjęcia USG, później co godzinę nowe zdjęcia swoich dzieci, nieostre, rozmazane, ale to nie ważne. Ważne, że teraz obróciło rączkę,a teraz inaczej się patrzyło. Na fb już nawet zaczynają się pojawiać filmiki, bo dziecko reaguje na głos mamy, albo dziecko zaczęło się uśmiechać. Z początku widząc jedno zdjęcie uważałam to za urocze, jednak z czasem jest tego za dużo i zaczyna przytłaczać. Co gorsze coraz częściej dorosłe kobiety zaczynają dodawać zdjęcia swoich nastoletnich córek. I tak wchodzę na profile sąsiadek, a tam 150 zdjęć z tego większość stworzone jakieś dziwaczne kolaże lub powklejane w plakaty, bilbordy i inne "fotomontaże" bo tu jej córka rozmawia z chłopakiem, tutaj idzie na dyskotekę, tutaj idzie na spacer do parku, a tutaj najmłodsza stoi pod blokiem. Dość przesadne i przerażające. Więcej o życiu koleżanek wiem z profili ich matek! ;o

    Co do outfitu mi się podoba! Klasycznie wiesz co podkreślić, a co zamaskować i wychodzi Ci to idealnie. Jestem Twoja fanką! ;)

    ReplyDelete
  22. niestety młodzieżowe czasopisma już tak mają ;)nie wnoszą nic nowego ;) nad rzetelnym dziennikarstwem można by polemizować ;) to temat rzeka ;)
    a co do bluzeczki, to faktycznie jak nie lubisz nosić jej w taki sposób to może faktycznie kogoś poratuje ;) na lato się już w tym roku raczej nie zapowiada ;)

    ReplyDelete
  23. To te "dżoje" "glamury" i inne jeszcze ktoś czyta? O ile można nazwać to czytaniem, z tego co pamiętam więcej tam zdjęć niż artykułów.

    Co do dzieci-nie rozumiem dyskusji-każdy może robić ze swoim profilem co chce. Powinno się tylko większy nacisk położyć na "edukacje" i uświadamianie internautów jakie mogą być konsekwencje ich "ekshibicjonizmu." Raz wrzucone zdjęcie może komuś zniszczyć życie (patrz: przypadek p. Andrzeja, policjanta który nieświadomie robił swego czasu "karierę" na kwejku.)

    PS. Twoja bluzka jest boska:)

    ReplyDelete
  24. Nie wiem co chcesz od bluzki bo wygląda fajnie ;)

    A co do artykułów, to zawsze miałam podejrzenia że one się powtarzają :/
    Po prostu idą na łatwiznę :/

    ReplyDelete
  25. zrob cos z tym koszmarnym, rudawym odrostem.

    ReplyDelete
  26. Zgadzam się ze wszystkim co napisałaś.
    Choć, może co do samych np. okładek, to dobrze, że się powtarzają, bo jak ja nie czytuję obcej prasy to chociaż pooglądam to samo co w innych krajach ;)
    Zazdroszczę spodni, szkoda, że takich już w F&F nie ma.
    Bez odnoszenia się do fryzury to przepięknie wyszłaś na ostatnim zdjęciu :)

    ReplyDelete
  27. Również nie jestem zwolenniczką zadręczania znajomych fotkami dzieci. Są fora i portale internetowe dla świeżo upieczonych mam, gdzie znajdą zrozumienie i "krąg wzajemnej adoracji". Topienie profilu nk lub fb w zdjęciach pociechy może być wyjątkowo irytujące dla osób na innym odcinku swojej drogi (,które jeszcze nie mają dzieci lub już je wychowały)

    Przedruk artykułów nie jest niczym dla mnie zaskakującym - chcesz wiedzieć, co będzie niedługo "u nas" - kup zagraniczną wersje swojego ulubionego czasopisma

    do Twarzy Ci w dzisiejszym outficie:)

    ReplyDelete
  28. Myślę, że mogę rozwiać wątpliwości związane z tym przekopiowaniem artykułu o gażetach erotycznych. Prawdopodobnie były w nim wykorzystane zdjęcia i czysto hipotetycznie, gdyby do redakcji zgłosili się prawdziwi ludzie z ulicy chcący przeprowadzić taki eksperyment, po każdym przekopiowaniu artykułu do edycji czasopisma w innym kraju redakcja musiałaby wypłacać tym ludziom tantiemy z tytułu wykorzystania wizerunku. Prawdopodobnie to samo dotyczy tekstów. Jest to do tego stopnia kłopotliwe, że zdjęcia bierze się z agencji z tylko z nią się rozlicza, a artykuły zleca redaktorom-wolnym strzelcom.

    ReplyDelete
  29. Dziękuję wszystkim za wypowiedzi! Naprawdę miło było to wszystko czytać :)

    Anonim (13 sierpnia): postaram się następnym razem skakać z radości przy krytyce :)

    ReplyDelete
  30. Po pierwsze- baaaardzo podobasz mi się w tym zestawie. Po drugie- odniosę się do części o "nadmatkach".
    Najpierw o tym, że sama jestem matką, a to zmienia punkt widzenia. W avatarze na nk mam zdjęcie, na którym jesteśmy obie :D Na fb już nie ;) Oczywiście mam i tu i tu zdjęcia mojego dziecka (ale w umiarze). Na fb jest to osobny folder- ktoś nie ma ochoty- to nie wchodzi do albumu, który ma tytuł Emilka. Ale... doskonale rozumiem, skad u kobie bierze się zjawisko, o którym piszesz. Mnie ono też męczy, czasami zniesmacza (zwłaszcza zdjęcia noworodka, który nie ukrywajmy raczej pięknie nie wygląda dla obserwatorów spoza bliskiej rodziny). Ale calkowicie rozumiem mechanizm powstawania tego zjawiska. Bo sama niedawno (6 lat temu) byłam w ciąży i urodziłam upragnione dziecko. I wiem, jak niesamowity jest to czas. Pamiętam to uczucie, takie dziwne przeświadczenie, że doświadczam czegoś niecodziennego, niedostępnego dla innych ludzi, cudownego. Upragnione dziecko to mix miłości (jakiej nie czuje się do nikogo), dumy, szczęścia, pasji, fascynacji. Staje się w okresie okołoporodowym pępkiem świata, epicentrum życia matki, jej jedynym zainteresowaniem, hobby (nie do końca to mam na myśli. Chodzi o to, że zastępuje dotychczasowe pasje na jakiś czas). To jest taka eksplozja, że rozrywa od środka. Tego nie da się trzymać w sobie. Tym chce się obdarować innych. Kiedy ma się coś tak wspaniałego, to chce się radością z tego faktu dzielić. Niestety nie wszyscy potrafią zrobić to w gronie bezpośrednio zainteresowanych. I epatują wszędzie, gdzie się da. Ja przymykam oko, rozumiem, nie potępiam i... życzę z całego serca wszystkim kobietom, żeby mogły tego doświadczyć. Może mądrzej, ale... ale macierzyństwo to również totalne wariactwo. Żałuję, że niektóre matki w tym szaleństwie gubią siebie, ale pozwólmy im cieszyć się tak, jak mają na to ochotę. Krzywdy nam tym nie robią. A jeśli nawet... to nie robią tego świadomie.

    ReplyDelete
  31. Witam:)
    Cieszę sie, że poruszylaś taki temat:) w 100 % się z Tobą zgadzam.
    Jak widzę, zdjęcia dzieci na nk albo fb, to sie zastawiam co to w ogóle za rodzice, jak można publicznie pokazywać sowje dzieci, w internecie, gdzie pełno świrów i zboczeńców.
    Jeszcze nie jestem matką, a jak czasem z mężem rozmawiamy o dziecku, to on zawsze mówi "co chcesz mieć dziecko, żeby móc dać zdjęcie na naszą klasę?". Trochę to chamskie z jego strony, ale jak widzę że 80 % moich koleżanek z nk, chwali się swoimi pociechami, to mam wrażenie że własnie po to ma się dzieci:)
    P.S. A tak przy okazji, to trafiłam na Twojego bloga przypadkiem i baaaardzo mi się podoba, ale jeszcze mi troszkę zejdzie zanim wszystko przeczytam:)
    Pozdrawiam serdecznie --- Ewa z Helsinek

    ReplyDelete

Related posts

 
MOBILE