Ich und Deutschland. Es sind schon 7 Jahre.

Große Größen Plus Size Fashion Blog

deutsch
polski
Jedes Jahr am letzten November werde ich immer etwas nachdenklich. Es ist für mich, oder eher gesagt für uns ein Jahrestag, wo sich unser Leben um 180 Grad verändert hat. An diesem Tag sind wir das erste mal nach Deutschland gekommen, wo wir ein neues Leben anfangen wollten und eigentlich nicht wussten, was uns erwartet. Aber ich fange vielleicht von vorne an.

Eigentlich sollten unsere Reise ganz anders aussehen. Am 29.11 wollten wir los fahren. Ganz früh am Morgen wollten wir unsere wichtigsten Sachen in das Auto bringen, dann mit dem Vermieter treffen die Schlüssel zu überreichen und bis nach Jena fahren, wo wir übernachten wollten. Bis nach Köln schien es eine lange fahrt zu sein. Doch am frühen Morgen des Tages der Abreise war plötzlich alles weiß. In der Nacht schneite es das erste Mal und alles war mit einer richtig dicken Schicht von Schnee bedeckt. Für uns bedeutete das, dass wir nicht unsere Sachen vor dem Auto abstellen und überlegen können, was in welcher Reihenfolge rein soll um möglichst viel mitzunehmen. Was nach unten getragen wurde musste sofort in den Wagen. Somit musste der Chinchilla Käfig bleiben, dafür bekamen die kleinen in Deutschland eine große Voliere.

Als wir endlich losfahren konnten blieben wir im Stau stecken. Die ganze Stadt war wegen dem Schnee paralysiert. Das gleiche passierte auf der Autobahn, die zur einer Rutschbahn wurde wo ein LKW auf die Seite viel weil niemand an den Winterdienst gedacht hat. Wir haben in einem kleinem Hotel keine 100 km von Breslau übernachten und am nächsten Tag die ganze Strecke bis nach Köln schaffen müssen. Es war schon komisch mit einem Auto so voll gepackt, dass man den Rückspiegel nicht benutzen konnte. Zum Glück war die Autobahn in Deutschland in einem viel besseren Zustand und am späten Abend sind wir glücklich angekommen.

Dies war ein komisches Gefühl. Ein neues Land, eine neue Stadt und wir kanten niemanden. Unsere erste Wohnung durften wir nur einen Monat benutzen. Es war eine Zeitwohnung, die der neue Arbeitgeber meines Mannes für uns gemietet hat damit wir irgendwo wohnen können bis wir was eigenes gefunden haben.

Es war die Vorweihnachtszeit, es wurde so schnell dunkel, die dicke Schneeschicht dämpfte alle Geräusche. Ich weiß noch, wie ich Abends durch die Straßen spazierte und in Fenster anderer Wohnungen rein blicke. Ich sah, wie andere Menschen sich für Weihnachten vorbereiteten. Wir waren ganz alleine und hatten eigentlich nur uns. Ich beneidete andere um all deren Weihnachtsschmuck und weiß noch, wie ich bei Media Markt einen kleinen leuchtenden Stern für das Fenster kaufte. Ich wollte wenigstens ein kleines bisschen auch die Magie der kommenden Weihnacht fühlen. Mein Mann hat mir einen kleinen Weihnachtsbaum geschenkt, denn er auf dem Weg von der Arbeit in einem Blumenladen gefunden hat. Kurz vor Heilig Abend habe ich eine festliche Tischdecke bei Woolworth gekauft. Ganz klein da unser Tisch auch sehr klein war. Aber das war damals die schönste Tischdecke der Welt für mich. Ich habe sie immer noch. Wir konnten einen polnischen Laden ausfindig machen uns somit waren unsere Weihnachten wenigstens ein bisschen weniger fremd, da wir uns traditonelle polnische Gerichte kochen konnten.

Das hat sich schon irgendwie seltsam ergeben, dass unser erster Monat, wo wir alles von Vorne Angefangen haben gerade im Dezember sein musste. Und was passierte durch diese 7 Jahre? Wir zogen nach Bonn um, bekamen die Deutsche Staatsangehörigkeit. Wir sind ein kleines bisschen weniger alleine und fühlen uns hier fast wie zu Hause :)

Bitte verzeiht, wenn ich heute nicht viel über das Outfit schreibe. Aber wie gesagt, es ist ein nachdenklicher Tag für mich. Für uns :)
Każdego roku ostatniego dnia listopada jestem trochę bardziej zamyślona niż zwykle. To dla mnie, a raczej dla nas, rocznica dnia, w którym nasze życie zmieniło się o 180 stopni. Tego dnia przyjechaliśmy pierwszy raz do Niemiec, gdzie mieliśmy zacząć nowe życie i w zasadzie nie wiedzieliśmy, co nasz czeka. Ale może zacznę od początku.

W zasadzie nasza podróż miała wyglądać zupełnie inaczej. Dzień wcześniej mieliśmy wyjechać. I tak się też stało ale, gdy w dzień wyjazdu rano wyjrzeliśmy przez okno nie mogliśmy uwierzyć naszym oczom. Przez noc niespodziewanie spadł śnieg i wszystko było przykryte kilkucentymetrową warstwą puchu. Zamiast komfortowo porozkładać nasze rzeczy dookoła auta i powkładać je tak, by móc zabrać ze sobą jak najwięcej musieliśmy wkładać do auta od razu to, co znieśliśmy na dół z mieszkania. Przez to musieliśmy zostawić m.in, klatkę naszych szynszyli. W Niemczech na szczęście dość szybko dostały nową, lepszą.

Gdy już mogliśmy wyjechać okazało się, że cały Wrocław był sparaliżowany. Staliśmy bardzo długo w korku zanim dotarliśmy do autostrady (mieszkaliśmy w samym centrum miasta). A tam niestety sytuacja wcale nie była lepsza. Z racji, że jak zwykle zima zaskoczyła drogowców nic nie było posypane i wywrócony tir zablokował przejazd na wiele godzin. W efekcie noc spędziliśmy w małym hoteliku całkiem niedaleko. A w planach był nocleg w Jenie, która znajdowała się mniej więcej w połowie trasy między Wrocławiem a Kolonią. Następnego dnia mieliśmy już niewiele do granicy, a w Niemczech autostrady były w dużo lepszym stanie. Dzięki temu późnym popołudniem dojechaliśmy szczęśliwie na miejsce.

To było dziwne uczucie. Nowy kraj, nowe miasto i nie znaliśmy nikogo. W pierwszym mieszkaniu mogliśmy mieszkać przez pierwszy miesiąc. Miły gest pracodawcy, który wynajął nam umeblowane trzypokojowe lokum byśmy zdążyli znaleźć coś własnego.

Był okres przedświąteczny, na dworze robiło się szybko ciemno, a grube centymetry śniegu tłumiły niemal każdy hałas. Było wtedy tak cicho na ulicach. Pamiętam, jak wieczorami nimi spacerowałam, by wyjść na przeciw mężowi, który wracał z pracy. Zaglądałam w okna innych mieszkań i z zazdrością patrzyłam, jak inni przygotowują się do świąt. Byliśmy sami i mieliśmy w zasadzie tylko siebie. Pamiętam jeszcze, jak w Media Markt kupiłam malutką świecącą gwiazdkę, którą powiesiłam w oknie. Choć troszkę chciałam poczuć magię nadchodzących świąt. Mąż podarował mi maleńką choinkę, którą znalazł w kwiaciarni w drodze z pracy. Tuż przed Wigilią kupiłam świąteczny obrus. Malutki bo i nasz stół nie był duży ale wtedy był to najpiękniejszy obrusik na świecie. Mam go do dzisiaj. Udało nam się znaleźć sklep z polską żywnością, dzięki czemu te pierwsze samotne święta nie wydawały się takie obce, gdyż ugotowaliśmy kilka tradycyjnych dań.

Trochę pechowo się złożyło, że naszym pierwszy miesiącem na obczyźnie musiał być grudzień. A co się stało podczas tych ostatnich siedmiu lat? Przeprowadziliśmy się z Kolonii do Bonn, a w zeszłym roku dostaliśmy niemieckie obywatelstwo. Jesteśmy trochę mniej samotni i czujemy się tutaj już prawie, jak w domu :)

Wybaczcie jeśli tym razem nie rozpisałam się o zestawie. Ale jak już wyżej wspominałam, dzisiejszy dzień jest taki troszkę inny :)

Große Größen Plus Size Fashion Blog


Jacke - Happy Size | Sweatshirt - Kik | Hose - MS Mode | Tasche - DKNY | Schuhe - New Look


Kurtka - Happy Size | bluza - Kik | spodnie - MS Mode | torebka - DKNY | buty - New Look


Jacket - Happy Size | sweatshirt - Kik | pants - MS Mode | bag - DKNY | boots - New Look

Große Größen Plus Size Fashion Blog
Große Größen Plus Size Fashion Blog Große Größen Plus Size Fashion Blog
Große Größen Plus Size Fashion Blog
Große Größen Plus Size Fashion Blog Große Größen Plus Size Fashion Blog
Große Größen Plus Size Fashion Blog
Große Größen Plus Size Fashion Blog Große Größen Plus Size Fashion Blog


9 comments:

  1. Dobrze że Wam się udało:)))podziwiam osoby które zostawiają wszystko i zaczynają życie w obcym kraju:tak też kilka lat temu zrobił mój brat(wyjechał do Anglii)i dzisiaj nie żałuje:)))Pozdrawiam serdecznie i wszystkiego dobrego życzę:)))

    ReplyDelete
  2. Wahnsinn Joanna, was für ein riesengroßer Schritt. Ihr wart sehr mutig und ich hoffe sehr ihr fühlt euch hier wirklich wohl. Du beschreibst das so warmherzig und ich würde Dich am liebsten jetzt einfach mal fest drücken ;)
    Du siehst klasse aus!
    Liebe Grüße Tina

    ReplyDelete
  3. Huhu du Schnuckel-Maus❤, ich habe mit Eifer deinen Beitrag gelesen. So wie du schreibst, fühlt man richtig mit. Was muss dieser Schritt schwer gefallen sein. Die Familie, Freunde, das gewohnte Umfeld...was ihr alles zurück gelassen habt. Und besonders die Gewissheit, dass man erst einmal Probleme mit der Sprache hat. Zuerst war bestimmt alles ganz aufregend, aber der Alltag holt einen doch bestimmt schnell ein oder? Ich beneide euren Mut und ich finde euren Zusammenhalt toll❤. Danke für diesen tollen Text ��❤biiibaaduu

    ReplyDelete
  4. To niesamowite..zdaje się że tego samego dnia my również opuszczaliśmy Wrocław..ale w innym kierunku. Nasza przeprowadzka również się opóźniła dokładnie z tych samych powodów..
    "Bonita"

    ReplyDelete
  5. Liebe Joanna,
    ich freue mich, dass Du angekommen bist und Dich hier wohl fühlst. Es war ein mutiger Schritt und sicher mit manchem Herzklopfen und Heimweh verbunden. Schön, wie Du Dein erstes Weihnachten hier und die kleinen Freuden, die so Große sind, beschreibst.
    Lieben Gruß
    Sabine

    ReplyDelete
  6. Ich kann mir gut vorstellen, wie allein Ihr Euch in dem fremden Land vorgekommen seid. Schön, dass Ihr angekommen seid und Euch wohl fühlt.

    Liebe Grüße Sabine

    ReplyDelete
  7. Świetnie Asiu wyglądasz. Fajna bluza i kurtka.
    Dobrze, że wszystko się tak ułożyło, że jesteście z mężem zadowoleni.
    Serdecznie pozdrawiam...

    ReplyDelete
  8. Najważniejsze, że znależliście swoje miejsce w świecie:))
    Moje siostry tez na obczyżnie ułożyły sobie życie...
    Na szczęście, teraz w czasach internetu, możemy widzieć się codziennie:))
    Zestaw trochę jak z Ameryki...Nowa przeprowadzka? ;))
    Buziaki Asiu!!!

    ReplyDelete

Related posts

 
MOBILE