Koniec przerwy

Po długim urlopowaniu się, potem otrząsaniu po wielkim szoku jakim jest wstawanie miedzy 6 a 7 i siedzenie po 8 - 9 godzin w pracy, powróciłam :) I to odrazu z nową fryzurą. Tak, tak, po zbyt długiej ekspozycji czupryny na słońcu oraz pojawieniu się okrutnych odrostów przyszedł czas na mnie :) Ale tym razem dałam sobie spokój z paniami-nieudaczniczkami z osiedlowych fryzjerów i poszłam do Jean Louis David. Obsługiwał mnie mężczyzna i to była chyba najbardziej niezapomniana moja fizyta u fryzjera, spędziłam tam ponad 3 godziny. Nigdy dotąd nie widziałam tak starannie nakładanej farby, mycia, nakładania pasemek, mycia, strzyżenia (ba! nawet maszynką). Moja farba składała się z wymieszania kilku kolorów, więc mam niepowtarzalny kolor, który się rozjaśni podczas dwóch następnych myć. Tak chciałam, troszę jaśniej. Więc musiało być troszkę ciemniej by później był porządany efekt. Nigdy żaden fryzjer, u którego byłam tak się nie starał. Myślę, że, ach, nawet jestem pewna, że wrócę tam następnym razem..






3 comments:

Related posts

 
MOBILE