Showing posts with label Karmelowe buty / Karamell Schuhe / Caramel Shoes. Show all posts

Showing posts with label Karmelowe buty / Karamell Schuhe / Caramel Shoes. Show all posts

sorry but mint..



polski
deutsch
english
Bluzka, którą na powyższym i poniższych zdjęciach mam na sobie jest miętowa. Przyznam, że to jedyna miętowa rzecz w mojej szafie (prócz torebki, którą już pokazywałam). Przed kupnem połowy garderoby powstrzymały mnie w sumie dwie rzeczy (kolejność dowolna): naprawdę imponujący nawał tego koloru na innych blogach (łeb w łeb z fluorescencyjnym żółtym) i faktem, że, nie oszukujmy się, ten kolor przecież wcale nie jest aż taki ładny. Bo gdyby był to zanim stał się modny widziałabym go u innych (jak np. pudrowy róż, złoty, róż, czy turkus). Możecie pytać dlaczego w takim razie kupiłam tą bluzkę. Przyznam, że z czystej ciekawości, chciałam zobaczyć jak będę się czuła w tym kolorze. Skoro tyle osób nagle stało się zwolennikami mięty, musiałam sprawdzić dlaczego. Po drugie bardzo spodobała mi się jej przewiewność (jest bardzo cienka) i o ile dobrze pamiętam, nie było jej w innych kolorach. Z rozmiarami też było trochę kiepsko, ta w rozmiarze mniejszym rozchodziła mi się w wiadomym miejscu. Całe szczęście kupiłam ją w Polsce i babcia mi ją na szybko zwęziła. Ostatnio stała się znów trochę przyduża, ale to nie szkodzi. W upalne dni ten luz, który teraz oferuje jest na wagę złota. Ogólnie ostatnio trochę zreformowałam moje podejście do zakupów, z jednej strony sama zaczęłam się nad tym mocno zastanawiać, a resztę mocno dodał szereg artykułów na ten temat, które napisała Styledigger (m.in. tu). Mam wrażenie, że niepostrzeżenie w nasz świat wkradł się kult nowości, który zawładnął niemal wszystkimi. Jeśli dobrze pamiętam to kiedyś więcej klimatu miały rzeczy, które już swoje przeżyły, mające na sobie rysy przeszłości (stare torby skórzane, pozdzierane na czubkach glany, wiekowe swetry kiedyś dziergane przez babcię itp.), a teraz panuje zupełna odwrotność. Wszyscy,co sezon pędzą do sklepów kupują, kupują i jeszcze raz kupują. O ile kiedyś większą wartość miały rzeczy z historią to teraz rzeczy, które aktualnie wiszą na wieszakach. Na te myśli naprowadziło mnie to, że wiele osób pytało o pochodzenie moich ubrań w takim tonie, że zakładają, że skoro mam to teraz na sobie to musiałam niedawno kupić. Oczywistością niemal stało się to, że na blogach pokazuje się swoje najnowsze zdobycze ze sklepów, a nie swój pomysł na zestawy. Odnoszę wrażenie, że coraz więcej blogerek, które pokazują to co mają na sobie są (świadomie lub nie) żywymi reklamami aktualnych kolekcji. Mało już w tym własnego "ja". Bo przecież gust nam się z sezonu na sezon nie zmienia. Nie wierzę też, że absolutnie wszystko, co kupiliśmy rok, czy pół roku mogło się znudzić. Przyznam, że odkąd sama zaczęłam kupować sobie ubrania starałam się (choć nie zawsze mi to oczywiście wychodziło) kupować to, co mi się naprawdę podobało. I przyznam, że dzięki temu, wchodząc na strych u rodziców, gdzie wciąż zalega połowa moich ubrań lub nawet przeglądając swoją szafę, z zachwytem oglądam to, co tam znajdę. Nie chodzi o to, że innym ma się podobać (ubezpieczam się przed komentarzem typu "nie widać żebyś miała jakieś cuda") ale, że mi się podoba. Że jest ewidentnie w moim stylu. Przyznam się, że wcześniej zdarzało mi się kupować ubrania, które były akurat przecenione/tanie lub były podobne do tego, czego szukałam. Te do dzisiaj trochę mnie irytują. Ale wszystkie te, które kupiłam bo absolutnie się sobie w nich podobałam - kocham do dzisiaj. Niestety, większość z tych z przeszłości się... skurczyła ( ;) ) ale wciąż tak bardzo mi się podobają, że nie potrafię ich wyrzucać (a ja kocham wyrzucanie). Wczoraj przymierzałam przepiękny sweter z najnowszej kolekcji H&M. I go zostawiłam bo miał jedną rzecz, która mi się nie podobała. Bzdura ale jednak. Kiedyś bym go kupiła tak, czy siak. I tak sobie właśnie postanowiłam, że będę kupować tylko te rzeczy, które uważam za naprawdę śliczne i które mnie naprawdę (w moim mniemaniu zdobią). Wtedy moja szafa nie tylko będzie mniej napchana, nie tylko z przyjemnością będą przeglądała jej zawartość ale i będę swoim ubiorem potrafiła wyrazić siebie w 100% ("patrzcie, mam na sobie, to co uważam za piękne, taki mam gust").
Die Bluse, die ich auf den Fotos trage ist in der Farbe minze. Das ist eigentlich die einzige Sache in meinem Kleiderschrank in dieser Farbe (ausgenommen einer Tasche). Als ich mir Blogs angeschaut habe musste ich feststellen, dass diese Farbe in einer imponierenden Zahl vorkommt. Und das wundert mich ein wenig. Die Farbe ist gar nicht so mal wieder schön, weil so wie andere Farben (z.B altrosa oder andere Pastellfarben) bevor "in" geworden ist nirgendwo zu sehen war. Eigentlich wunder mich das, warum eine Menge Menschen nicht das tragen was sie schön finden sondern war gerade in Mode ist. Wenn es so wäre würden wir diese Minze nicht nur in dieser Saison auf den Straßen sehen sogar schon seit vielen, vielen Jahren. Warum ich dann diese Bluse gekauft habe? Ich wollte mal sehen wie es ist so eine Farbe zu tragen, ich dachte, dass irgendetwas schon daran liegen muss, dass so viele Menschen jetzt auf sie stehen. Und außerdem gab es die Bluse ja nur in dieser einen Farbe und mir gefiel so sehr der Schnitt und das dünne Material. Mit der Größe hatte ich ein Problem, weil bei der kleineren die Bluse mir am Busen zu eng war und 'ne größere machte mich irgendwie mehr weit. Ich nahm die größere. Ich nahm sie nur weil ich gerade in Polen war und ich meine Oma bitten konnte sie mir kleiner zu machen. Was sie auch tat. Mittlerweile ist die Bluse wieder zu groß geworden aber ich trage sie immer noch. Was ich eigentlich damit sagen wollte ist, dass die Menschen jetzt auf Sachen ganz anders gucken wie früher. Ich weiß nicht genau wie es in Deutschland war, aber früher in Polen hatten die Kleider mehr wert, die älter warten, mit denem man schon viel durchgemacht hatte, auf denen man die vergangene Zeit bemerken konnte. Jetzt herrscht der Kult der Neuheit. Alles muss neu sein, das was von der vorherigen Kollektion ist (oder noch älter) soll ausgemistet werden. Zu diesen Fazit haben mir auch mehrere Fragen meiner Leser gebracht. Ich trage noch viele Sachen die wirklich alt sind, jedoch fragen mich viele woher ich das habe, weil die sich das auch kaufen wollen. Als denkt jeder ich habe alles neu. Mittlerweile ist das jetzt so geworden das die Blogs mehr "was ich gekauft habe" zeigen anstatt "das ist mein Stil". Sorry, aber ich glaube nicht, dass das was man ein halbes Jahr gekauft hat schon kaputt ist oder nicht mehr gefällt. Manchmal gucke ich mir all die Sachen bei Kleiderkreisel an, wo die Leute eine echt mega große Menge von Klamotten verkaufen und ich denk mir nur eins "warum kauft ihr all den scheiß wenn ihr das dann zehn mal billiger weiter verkaufen möchtet?". Seitdem ich mir Kleidung selber kaufe versuche ich nur das zu Kaufen was ich wirklich wunderschön finde. Ich gebe es ja zu, ich hab mich manchmal an die Regel nicht gehalten und mir manchmal Sachen gekauft die billig/reduziert waren oder ähnlich dem waren was ich gesucht habe (nicht exakt das was ich wollte sondern ähnlich). Und diese Sachen irritieren mich jetzt und ich will die loswerden. Aber das meiste sind die Kleider wo ich in der Kabine festgestellt habe, dass ich (meiner Meinung nach) wunderschön in ihnen aussehe und ich mir sehr darin gefalle und wohlfühle. Diese Sachen habe ich bis jetzt (manche sind sogar 7 Jahre Alt) und ich liebe sie immer noch. Die Hälfte ist mittlerweile (ekhm ekhm) zu klein geworden, aber das kann sich doch noch ändern. Aber die Sachen will ich trotzdem nicht wegwerfen (und glaubt mir - ich liebe ausmisten). Gestern habe ich einen wirklich wunderschönen Pulli von H&M anprobiert. Er hatte eine Macke die ihn in meinen Augen nicht perfekt liegen lies und ich habe ihn im Laden gelassen. Noch früher würde ich ihn trotzdem nehmen. Ich habe mir versprochen, dass ich jetzt nur die Sachen nehme wo ich ein "Wow" sage wenn ich mich in der Kabine darin sehe. Dadurch wird mein Schrank nicht mehr platzen, ich habe nur wirklich wunderschöne Sachen darin und kann mich 100% mit meinen Kleidern ausdrücken ("Guckt mal, ich trage das was meiner Meinung nach wunderschön ist, hier könnt ihr meinen Geschmack erkennen").
The blouse I am wearing is in the mint colour. Technically this is the only item in my closet in this colour (except one bag). To say the truth I am not such a great fan of mint. For two reasons. First: I've seen it in a very large number of blogs, and second: I don't like that colour to much. Surprising is the fact that no one has worn mint before it got fashionable like other colours (pink, yellow, green). You may ask me why I bought a mint blouse then. My answer is: I liked the cut and there was no other colour. I think that a lot of people are buying things not because they look beautiful on them, but because they are fashionable. I promised myself to buy only such clothes in which I feel beautiful and comfortable. I tried to do this for a few years (and of course I made some mistakes). This clothes I'd bought, because I loved them - I love them still and wear them though the may not be "in". Those I bought because they were cheap, just fashionable or discount - are irritating me and I don't like having them. I'm trying to buy only this what makes me say "wow" when I see myself in the mirror. Thanks to this I don't have a mess in my closet, it's filled only with beautiful things and I can show them to the world and say: "Look! I am wearing what I find wonderful, this is my taste".




Brown + Gray

Deutsch Um ehrlich zu sein, hab ich noch nie eine Kombination von braun und grau gesehen. Wenn man sich die beiden Wörter schon zusammen anhört - "braun und grau" - bekommt man ein komisches   Gefühl. Mann denkt sich "das muss doch super traurig aussehen". Kann sein. In diesem Fall ist es wohl ein bisschen anders, meine braunen Elemente sind mehr leuchtend, was das grau etwas fröhlicher wirken lässt. Naja, wenn jemand ein mehr dunkleres braun auswählen würde - würden die anderen wohl vom nur gucken in eine Depression geraten. Also solche Kombis lieber sein lassen :)
Ich bin mir eines aber nicht ganz sicher. Passen eigentlich Mokassins zur solchen eleganten Hosen? Visuell, meiner Meinung nach, sieht das ganz gut aus. Wenn jemand denkt, es gehört sich nicht solche Sachen zu kombinieren - der solle mich informieren  :)

Polski W sumie to nie widziałam jeszcze nigdzie połączenie brązowego z szarym. Jak próbuję sobie wyobrazić to połączenie - wydaje mi się, że nudniejszego nie ma. Choć tuż za nim pląsa czarny z granatowym.. Ogólnie te dwa kolory do siebie pasują, ale gdy widzę kogoś w ciemnych granatowych dżinsach i czarnej koszulce/bluzce/tunice to jakoś opadają mi ręce. Ogólnie nie bardzo interesują mnie gusta innych, ale to połączenie wyjątkowo na mnie działa. Jest przez dziesiątki lat (odkąd istnieją dżinsy) tak strasznie oklepane, że dziwie się, że ludzie jeszcze chcą się tak ubierać. Może bardziej kobiety.. u mężczyzn JAKOŚ to ujdzie. Ale ja nie o tym. Jak tak patrzę (paczę) na moje połączenie brązu i szarości to wydaje mi się, że jakoś to działa. Dlaczego? Być może, że brąz jest bardziej żywy. Gdym włożyła kurtkę i buty w przygaszonym brązie, bez wesołej chustki mogłabym się spokojnie spodziewać, że ludzie od samego patrzenia na mój "zestaw" wpadaliby w depresję :)
Tak w ogóle, to granatowe spodnie są ubraniem typu - "przeszukuję moją szafę i natrafiam na coś, o czym nie miałam pojęcia, że mam". Kupiłam je kiedyś "na wszelki wypadek" podczas jakiś ogromnych przecen w Takko. Zazwyczaj o spodniach w kant zawsze myślałam "nigdy dla mnie". Poza tym moja mama odkąd sięgam pamięcią tylko takie spodnie nosiła, więc mam serdecznie dość patrzenia na takie coś, szczególnie na mnie. Długo się zastanawiałam, czy do spodni w kant pasują skórzane mokasyny i w sumie do obecnej chwili nie wiem. Nie posiadam absolutnie żadnej wiedzy na temat takich łączeń, więc jeśli ktoś coś wie, niech pisze :) Wizualnie wygląda ok, ale jeśli popełniam jakieś modowe  fo pa - oświećcie mnie proszę :)







Weekend i blogowe spotkanie / Mein Wochenende und ein Blog Treffen :)

Deutsch Mit großer Freude kann ich euch mitteilen, dass ich endlich ein Wochenende so verbracht habe wie ich es gewohnt bin. Also nicht zu Hause, sondern außen. Am Freitag waren wir in Bonn, wo mein Mann seinen Vertrag für die neue Arbeit unterschrieben hat. In dieser Zeit war ich ein bisschen Bummeln und saß im Kaffee, trank ein Karamell Frappuccino  und habe Leute auf der Straße beobachtet. Es war so herrlich warm, manche Menschen hatten Tanktops und FlipFlops an. Ich habe mich auch sehr schnell von meinem  Mantel getrennt. In den Läden habe ich ein Paar schöne Sachen gefunden und sie auch mitgenommen. Ich habe mir zwei Paar Hosen, ein T-Shirt und zwei Blusen gekauft. Je länger ich in Bonn bleibe desto mehr mag ich die Stadt. Am Anfang sollten wir nur eine Weile dort bleiben und zwei andere Städte besichtigen, aber am Ende blieben wir dort bis zum Abend.
Am Samstag war es wolkig aber es war immer noch warm. Mir reichte eine dünne Strickjacke. Wir gingen ins Zentrum, weil ich mir Schuhe kaufen wollte. Die die ich wollte konnte ich nicht kriegen, aber habe mir dafür andere besorgt :) Ihr könnt sie auf den vorletzten Foto sehen.
Die drei ersten Fotos stammen vom Samstag, ich hatte da mein neues T-Shirt an :)

Polski Ku mojej uciesze mogę powiedzieć, że weekend miałam jak sprzed zimy. Poza domem i przy świetnej pogodzie. W piątek z rana pojechaliśmy do Bonn, gdzie mąż podpisywał umowę do nowej pracy. Ja za ten czas pobuszowałam trochę po sklepach i posiedziałam w kawiarni, sącząc karmelowe frappuccino i patrząc się na przechodniów. Tego dnia było niesamowicie gorąco, wiele ludzi było już ubranych w koszulki na ramiączkach i miało na nogach japonki. I ja bardzo szybko zrzuciłam z siebie swój płaszcz :) Przyznam, że im dłużej przebywam w Bonn, tym bardziej ono mi się podoba :) Wracając do sklepów (:D ), znalazłam mnóstwo ciekawych rzeczy, w tym świetną kurtkę z czerwonej (eko)skóry. Boszzzz... Ależ mi się podobała. Ale uświadomiłam sobie, że przy temperaturach panujących w tym regionie raczej nie często mi będzie dane w niej chodzić... Ale z drugiej strony... tak bardzo ją chcę :D :D:D  Kurtkę zostawiłam ale kupiłam sobie dwie pary spodni na wiosnę i lato, dwie bluzki i do tego mój nowy ulubiony T-Shirt :D Tak szczerze mówiąc, to jest to chyba mój pierwszy T-shirt w szafie. Wcześniej miałam bardziej jednobarwne bluzki. Ale coś z napisem, czy rysunkiem... nie bardzo mogę sobie przypomnieć. W każdym razie spędziliśmy w Bonn świetnie czas, mieliśmy być tylko na moment i zwiedzić dwa miasta obok, ale zostaliśmy tam aż do wieczora.
Początkowo miałam pokazać moje zakupy, ale zaczęłam się w końcu zastanawiać, czy to na prawdę ma sens... W końcu lepiej jak pokażę te rzeczy na sobie, niż będę fotografować kupę złożonych rzeczy, czy wieszaki z ubraniami.. Nieważne :)

W sobotę pogoda trochę się zepsuła. Niebo spochmurniało, ale było na tyle ciepło, że wystarczył cieniutki kardigan. Zdjęcia z tego dnia znajdują się poniżej. Tego dnia poszłam szukać butów, a wróciłam z zupełnie inną niż początkowo zamierzoną parą. Widać ją na zdjęciach z niedzieli (o której zaraz napiszę). Na poniższych zdjęciach mam swój nowy t-shirt. Wreszcie mogłam też wyciągnąć o wiele cieńsze i bardziej powycinane buty :)







Deutsch Am Sonntag hatte ich mein erstes "Blogtreffen". Miss Biggy hatte dieses Wochenende ihre Freundin in Köln besucht und hat mich gefragt ob ich mit ihnen nicht ein Kaffee trinken gehen wolle. Ich habe natürlich zu gesagt! Es war super, wir haben uns total gut verstanden und ich habe super meine Zeit verbracht. Die Zeit ist so schnell vergangen! Ich hoffe wir können das noch mal machen!!! Schade das wir so weit voneinander wohnen :)

Polski W niedzielę miałam swoje pierwsze spotkanie z osobą, która też ma bloga. Miss Biggy, czyli Meike przyjechała do Köln celem odwiedzenia swojej koleżanki. Poprosiła mnie byśmy mogły w niedziele spotkać się na kawie. W trójkę poszliśmy do włoskiej kawiarni i spędziliśmy razem czas. Meike okazała się przesympatyczną kobietą i zaczęłam żałować, że mieszka tak daleko ode mnie :)





Sunset in Rodenkirchen

W piątkowe popołudnie wybraliśmy się zwiedzić jedną z odleglejszych dzielnic naszego miasta - Rodenkirchen. Dzielnica była naprawdę urocza, niczym małe miasteczko. Jak każda dzielnica Köln to ta też posiada swoją własną ulicę zakupową. Oczywiście są to te same sklepy, co w innych częściach, ale z racji sporej odległości od centrum już nie tak licznie odwiedzane przez klientów. Dzięki temu w KiKu znalazłam świetną wełnianą sukienkę. Nie widziałam takich w innych filiach, bliższych mojemu domowi, zatem zgaduję, że musiały bardzo szybko zostać wykupione. Choć z drugiej strony rzadko ostatnio zaglądam do tego sklepu, więc mogłam po prostu przegapić. Sukienkę pokażę oczywiście w ciągu najbliższych dni. Bardzo przyjemnie się ją nosi. Wracając do Rodenkirchen - ta część, jak Porz, o którym wspominałam wcześniej, leży nad samym Renem. I.. co mnie zdziwiło, posiada plaże. Wzdłuż Renu została oczywiście wybudowana ścieżka spacerowa, wzdłuż której naprawdę chętnie się chodzi i podziwia widoki. Co chwila znajdują się kładki z łodziami oraz większe statki przerobione na bary na wodzie. Obejrzeliśmy piękny zachód słońca nad Renem, a gdy zrobiło się zimno poszliśmy do włoskiej knajpki na kubek przepysznej gorącej czekolady.
Gdyby dojazd z tego miejsca zajmował trochę mniej czasu chętnie bym tam zamieszkała. Chociaż... kto wie :)

Am Freitag Nachmittag haben wir eines der Fernsten Kölns Stadtteile besichtigt - Rodenkirchen. Wie jeder Stadtbezirk hat es seine eigene Einkaufsstrasse. Natürlich waren dort die selben Läden wie überall aber nicht so heftig von Kunden besucht wie die näher Zentrum :) Darum habe ich ein tolles Strickkleid in Kik gefunden. Ich habe so was in anderen Filialen nicht gesehen also musste es schnell ausferkauft werden. Naja, vielleicht habe ich es ja auch verpasst weil ich letztens nicht so oft bei Kik reinschaue. Das Kleid ist super toll und es trägt sich ganz gut, darum könnt ihr es bald auf dem Blog bewundern.  Zurück zu Rodenkirchen. Dieser Stadteil, genau wie Porz, liegt am Rheinufer. Entlang des Rheins gibt es einen Spazierweg wo man die Aussicht geniesen kann. Man kommt immer an Schwimmstegen mit kleinen Boten vorbei oder Schiffen die als Bar umgebaut worden. Wir haben den Sonnenuntergang bewundert und als es kalt geworden ist, gingen wir zu einem italienischem Cafe auf eine Tasse heisser Schockolade.


Kurtka / Jacke - KiK | Koszula / Hemd - TK Maxx |Sweter / Strickjacke - H&M | Chustka / Tuch - Allegro | Spodnie / Hose - Kappahl | Buty i torebka / Schuhe u. Tasche - Primark














Camel & Panther


To chyba jedno z ostatnich zdjęć, na którym rzeczywiście tak jak jestem chodziłam na zewnątrz. Nie żebym specjalnie ubierała się do zdjęć - choć, o zgrozo, słyszałam, że takie osoby istnieją. Niestety pogoda zmusiła mnie do zakładania najpierw grubych swetrów, a nawet (w ostatnią niedzielę) kurtek. Jeżeli przemieszczam się autem raczej nie zawracam sobie głowy grubszym ubiorem. Jednak, gdy wybieramy się na spacer muszę ubrać dużo więcej warstw na siebie. Długa wiosna bardzo szybko odzwyczaiła mnie od cieplejszych ubrań. Mam nadzieję, że i tym razem wiosna nadejdzie już pod koniec lutego. 
Nie mam pojęcia jak wypadł ten zestaw, nie potrafię jakoś obiektywnie go ocenić. Wydaje mi się, że dużo przyjemniej wyglądałby z białymi rajstopami i białym topem. Tamtego dnia było naprawdę nieprzyjemnie zimno, a moje nogi bardzo, bardzo pragnęły czegoś cieplutkiego. Wydaje mi się, że buty skracają mi trochę nogi więc chyba nadają się tylko do spodni. A jak Wy myślicie?

 Das sind die letzten Fotos auf denen man wirklich sehen kann wie ich rumgelaufen bin. Nicht dass ich mich speziel für diese Fotos angezogen habe - obwohl ich gehört habe, dass es solche Personen gibt! Ich meine, dass ich jetzt mehr auf mir anhaben muss. Nicht nur dünne Strickjacken sondern ganz dicke Pullis oder Jacken. Wenn ich mit dem Auto irgendwo hinfahre reiht mir natürlich sowas, was ich auf dem Foto trage, jedoch bei einem Spaziergang muss ich schon mehrere schichten auf mir haben.
Wenn ich so mein Foto jetzt betrachte kann ich nicht sachlich bewerten, wie diese Sachen zusammen aussehen. Ich denke, dass weisse Strumpfhosen und ein helleres Top viel besser aussehen würden. Damals war es so kühl, dass ich unbedingt etwas warmes auf meinen Füssen haben wollte. Darum habe ich diese "Emus" angezogen. Aber jetzt glaube ich, dass diese Schuhe meine Beine kurzer wirken lassen, also vielleicht sollte ich sie nur zu Hosen tragen, und was meint ihr?



Sweter / Strickjacke - H&M | Bluzka / Bluse - C&A | Top - F&F | Spódnica / Rock - Kappahl | Buty, Torebka, Naszyjnik / Schuhe, Tasche, Halskette - Primark



New Blog Layout



Hejka! Tak właśnie, jak na powyższym zdjęciu wyglądałam przez kilka ostatnich dni. Zmieniały się tylko komputery :) Chciałam być pewna, że wszystko będzie wyglądało okej przy różnych przeglądarkach i rozdzielczościach ekranu. Myślę, że wysiłek nie poszedł na marne bo blog wygląda przynajmniej troszkę inaczej niż przez ostatnie kilka miesięcy. Gdyby Wam się nie podobało tło, odświeżcie stronę :) 
Jeżeli macie jakieś sugestie - chętnie posłucham - wciąż kombinuję nad kolorem czcionek, by było ciekawiej.

W moim poprzednim poście lekko żartowałam sobie z osób, które latem noszą kozaki :) Oczywiście chodziło mi dokładnie o ciepłe pory, bo noszenie takiego obuwia teraz jest całkowicie uzasadnione! Choć smutne, że już trzeba :) Sama wczoraj miałam moment zawahania - lało niesamowicie i było zimno. Brrrr. Ale stwierdziłam, że jeszcze nie czas i wyciągnęłam... no właśnie, jak się takie buty nazywają? Jazzówki? I w sumie nie jestem pewna, czy dobrze zrobiłam zakładając je do getrów? Może powinnam je nosić tylko do szerszych spodni, tak by część nich była przykryta nogawką? Jak myślicie? 
Widziałam wiele kobiet noszących takie buty do sukienek i spódnic ale zdaję sobie sprawę, że dobry wygląd przy takim połączeniu jest też sprawą rozmiaru. Ale chętnie poczytam Wasze opinie :)

W ogóle dzisiaj u mnie za oknem panuje piękna pogoda! Słońce świeci na niemal bezchmurnym niebie, wszędzie porozrzucane są cudownie kolorowe liście! Gdyby tak mogła wyglądać cała jesień! :)


Hallo! So sah ich aus, mehr oder weniger, als ich an dem neuen Layout meines Blogs gearbeitet habe. Ich habe nur die Komputer gewechselt um auf Nummer sicher zu gehen, dass alles gut in jeder Bildschirmauflösung sitzt :)
In meinem vorherigen Post habe ich ein bisschen über Frauen, die im Sommer Winterstiefel tragen, gelaht. Natürlich ist jetzt das Stiefel tragen ganz normal, gestern hatte ich selbst Lust auf höchere Schuhe, weil es nämlich geregnet hat und es war sehr unangenehm draussen.  Jedoch habe ich mich auf andere Schuhe entschieden. Jetzt, wenn ich so auf die Bilder schaue bin ich mir nicht so sicher ob ich wirklich die richtigen Schuhe ausgewählt habe. Vielleicht passen solche Schuhe nicht zu Leggings und ich sollte sowas besser zu weiteren Hosen tragen? Was denkt Ihr?



Sukienka / Kleid - Clockhouse | Sweter / Strickjacke - C&A | Chusta / Halstuch, Torebka / Tasche, Buty / Schuhe - Primark | Getry / Leggings - KiK | Naszyjniki / Halsketten - House, C&A | Bransoletki / Armbänder - Yves Rocher | Zegarek / Uhr - Fossil





Fall colours

Heute fühlte ich mich gezwungen meine Herbst/Frühling Schuhe ausnehmen. Das gleiche ging für ein Paar wärmere Pullis. Denkt ihr, dass ich schon meine Sandalen wegstecken soll? Ich habe ein bisschen auf meinen Blog im Archiv gestöbert und mit Erleichterung festgestellt, dass es dieses Jahr schon Ende März ganz warm war. Ich trug nur wärmere Strickjacken oder leichtere Mäntel. Köln hat dieses spezifische Mikroklima wo es immer wärmer als in restlichen Detschland ist.
Die folgenden Fotos sind heute gemacht worden. Mein Mann hat mich nach Primark gefahren. Erst heute habe ich bemerkt, dass Primark in Gelsenkirchen viel größer und ein größeres Asortiment  hat als die Filiale in Rotterdam.  Auf dem letzten Foto könnt ihr ein Paar von den Sachen die ich mir gekauft habe sehen. Ich konnte natürlich nicht alles Fotografieren :) Es ist mir gelungen eine wirklich große Tasche zu kaufen und das hat mich richtig efreut. Ausserdem habe ich mir ein bischen Schmuck und Schuhe gekauft. Und ein Paar Haarspangen damit ich meine Haare jetzt mehr hochstecken kann :)



Dzisiaj w końcu byłam zmuszona wyjąć wszystkie moje pełniejsze buty oraz kilka cieplejszych swetrów. Myślicie, że spokojnie mogę moje sandały, klapki i buty z wyciętymi palcami schować do piwnicy? Mnie się wydaje, że chyba tak.... Po raz pierwszy od tylu miesięcy byłam zmuszona założyć cieplejsze spodnie. Troszkę pooglądałam zdjęcia z mojego bloga i z ulgą stwierdziłam, że już pod koniec marca było na tyle ciepło, że wystarczył cieplejszy sweter lub lżejszy płaszcz. Z tego, co dowiedziałam się od innych ludzi mieszkających dłużej w Köln panuje u nas specyficzny mikroklimat, dzięki któremu możemy cieszyć się szybciej cieplejszymi momentami w stosunku do reszty Niemiec. Dla mnie, zmarzlucha, jest to dość ogromne pocieszenie :)
Poniższe zdjęcia powstały dzisiaj (no dobrze, wczoraj, zważywszy, że jest już po północy). Mąż mój kochany zabrał mnie dzisiaj do Primarka (nie wiem kiedy wreszcie zrobię to prawo jazdy!). Dopiero dzisiaj zauważyłam, że Primark w Gelsenkirchen jest dużo większy od tego w Rotterdamie. W tym ostatnim byłam dość zawiedziona asortymentem, teraz wiem, że dlatego, iż stanowił mały wycinek całego dostępnego w większych sklepach. Nie sądziłam, że jest podział na mniejsze i większe. Ostatnie zdjęcie prezentuje część kupionych przeze mnie rzeczy. Głównie skupiłam się na bardziej jesiennych akcesoriach (buty, rękawiczki) oraz spinki, ponieważ dzięki Wam zdecydowałam się częściej spinać włosy. Gdy zacznę robić to zbyt często - upomnijcie mnie proszę :) Przy okazji udało mi się upolować naprawdę wielką brązową torbę i kilka sztuk biżuterii. I kilka innych bzdurek :)


Tunika - H&M | Spodnie / Hose - Kappahl | Chusta i buty / Halstuch u. Schuhe - Primark | Torebka / Tasche - Wehmeyer | Kolczyki / Ohrringe - Lolita | Naszyjnik / Halskette - House | Bransoletka / Armband - Tedi | Zegarek / Uhr - Fossil | Pierścionek / Ring - Kappahl











Brown elements

Hallo! Wisst ihr noch, als ich neulich an dem neuen Chinchillakäfig herumgebastelt habe? Es stellte sich fest, dass die dummen Kleinen alles im Käfig durchbeissen lieben, was man nur durchbeissen kann! Stell euch vor, die Chinchillas setzen sich auf einer Etage und durchbeissen die Befestigungen, die das Brett am Käfig fest halten. Wenn sie die letzte Befestigung durchgebissen haben, fallen sie auf ihren Hintern auf die nächste Etage und alles fängt von Vorne an. Uns später gucken sie so blöd mich an, weil sie nicht mehr auf was in ihr Häuschen hüpfen können... Naja... Chinchillas... Deshalb sind wir gestern nach Obi gefahren und haben Befestigungen aus Metall gekauft :) 

Pamiętacie jeszcze klatkę szynszyl, nad którą majsterkowaliśmy z mężem parę dni temu? Otóż okazało się, że wybraliśmy zbyt podatne na szynszyle zęby mocowania. Szynszyle głupie są i wszystko, co się da to w klatce gryzą. I tak szynszyla siedziała na desce, odgryzała każde mocowanie po czym spadała na następny poziom. Znów odgryzała mocowania, aż znowu spadała. I tak dalej. Masochiści jacyś :) Potem jak nie mogła wejść już do domku to patrzyła się na mnie ze zdziwieniem. No tak. Wczoraj udaliśmy się do obi i kupiliśmy metalowe mocowania :) Myślę, że powinny dać już radę :)
Po raz kolejny przeprasza za jakość niektórych zdjęć, ale mój kochany fotograf chyba lepiej próbuje zrozumieć aparat :D I to, co niektórzy biorą za retusz jest zwykłym rozmazaniem :D.

Edit: Doszły mnie słuchy, że zdjęcia się nie wczytują, sprawdziłam co się stało i bardzo przepraszam. Wczoraj pracowałam nad pewnym projektem i ustawiłam kompresję na 0%. Dziś tego nie zmieniłam i zdjęcia zamiast ok 100KB miały po 1MB. Oczywiście wszystko zmniejszyłam niestety pogorszyła się ciut jakość. Ale lepiej chyba zobaczyć takie zdjęcia niż jakby wcale miały się nie wgrywać, prawda? :)




Koszula / Bluse - C&A
Top / Top - C&A
Spodnie / Hose - Takko







Buty / Schuhe - Primark
Torebka / Tasche - Moa
Zegarek / Uhr - Fossil
Naszyjnik / Halskette - Primark
Bransoletka / Armband - Tedi
 Kolczyki / Ohrringe - C&A



Brown + Grey

Es ist mal wieder warm geworden was mich freut. Ich habe gerüchte gehört, dass es im October schon schneien soll. Könnt ihr das Euch vorstellen? Jedoch weiss ich nicht ob es nur in Polen schneien soll oder auch in Deutschland. Am 1 Mai hat es in Polen geschneit und hier war es ganz warm. Mal sehen :)

U was też jest ostatnio tak ciepło? Wydaje się, że ciepłe dni wróciły,  choć ciekawa jestem na ile. Słyszałam już, że w październiku ma spaść śnieg, ale staram się wmawiać sobie, że to na pewno głupie plotki. Nie wiem jak Wy, ale ja sobie robię co roku nadzieję, że we wrześniu i październiku będzie jeszcze pięknie. Odkąd mam bloga mogę w historii sprawdzić jak rok temu o tej porze byłam ubrana. To mi dość dużo mówi o temperaturach :) Pomyśleć, że rok temu jeszcze byłam we Wrocławiu i chodziłam do pracy, której nie znosiłam. Brrrrrr :) Jak dobrze, że te czasy minęły bezpowrotnie! Mieliście w życiu jakiś okres czasu, że musieliście chodzić w miejsce, w którym się źle czujecie? Nie wliczając szkoły/studiów oczywiście :)


Wiem, że część z Was jest przeciwnikiem getrów. Bardzo chętnie poczytam, czym mogę je zastąpić do sukienek i tunik sięgających powyżej kolana. Niekoniecznie mam ochotę eksponować aż tak bardzo nogi. Na rajstopy i getry po kostki jest jak na razie zbyt ciepło. Będę wdzięczna za wszelkie rady :)


Sukienka / Kleid - Clockhouse
Chusta / Tuch - Primark
Buty / Schuhe - Primark
Torba / Tasche - Wehemeier
Naszyjnik / Halskette - Primark
Zegarek / Uhr - Fossil




Related posts

 
MOBILE