Showing posts with label Czerwona torebka / Rote Tasche / Red bag. Show all posts

Showing posts with label Czerwona torebka / Rote Tasche / Red bag. Show all posts

628: Violet with red

Große Größen Plus Size Fashion Blog

deutsch
polski
english
Lila ist letztens eine meiner Lieblingsfarben. Außer dem Mantel besitze ich ein Paar Accessoires in dieser Farbe, doch die Kombination von denen mit dem Mantel würde uninteressant aussehen. Vielleicht würden sich alle Blicke auf der Straße nach mir richten, jedoch würde ich in den Augen der Passanten wie eine fanatische Lilaliebhaberin aussehen. Monochromatische Sets können sehr interessant und elegant aussehen jedoch nicht bei allen Farben (lila, pink, gelb oder türkis in Total Look würden gar nichts gutes ergeben). Wenn wir eine Winterjacke (oder Mantel) in einer buten Farbe besitzen wäre es bestimmt eine gute Idee es sie mit kontrastierenden Accessoires zusammenzustellen (bei solchen Kontrasten ist es gut wenn die untere Hälfte unseres Outfits eher farblich ruhig bleibt). Für den trüben Winter ist es die perfekte Kombination und lässt und bestimmt in einer Menschenmenge nicht verschwinden :)
Fiolet jest ostatnio jednym z moich ulubionych kolorów. Prócz płaszcza posiadam jeszcze liczne akcesoria w tym kolorze, lecz połączenie ich z płaszczem, czy kurtką w podobnym odcieniu nie wyszłoby ciekawie. Być może zwracałabym uwagę na ulicy, ale raczej jako gorąca zwolenniczka tego jednego koloru. Zestawy monochromatyczne są owszem ciekawe i potrafią być eleganckie, lecz nie w każdym kolorze (fiolet, róż, czy żółty w postaci total looku raczej nie przyniesie niczego dobrego). Gdy posiadamy kurtkę w ciekawym kolorze warto dodatkowo dodać element(y) w dość kontrastujących barwach (przy takich kontrastach dobrze jest zachować spokojny dół). Na zimową szarugę taki zestaw będzie wyglądał bardzo ciekawie i na pewno nie znikniemy w tłumie :)
The violet is lastly one of my favourite colors. Besides of my coat I have also numerous accessories in this color, but the connection with the coat or a jacket in similar shade, wouldn't be spectacular. Perhaps I'd be in the attention's centre on the streets, but only as a fan of one colour. Monochromatic sets are interesting, of course, and can be elegant, but not in every colour (e.g. violets, pink or yellow as total look - won't bring anything good). If we have a jacket in an interesting shade, we should add contrasting element(s) to it (in these contrasts the lower side of our clothing should be subdued). For a winter's foul weather, this set will be quaint and we don't blend in the crowd.
Große Größen Plus Size Fashion Blog
Große Größen Plus Size Fashion Blog
Große Größen Plus Size Fashion Blog
Große Größen Plus Size Fashion Blog
Große Größen Plus Size Fashion Blog
Große Größen Plus Size Fashion Blog
Große Größen Plus Size Fashion Blog
Große Größen Plus Size Fashion Blog
Große Größen Plus Size Fashion Blog

620: Try to use colours in winter

Große Größen Plus Size Fashion Blog

deutsch
polski
english
Deutscher Text Im Winter zeigt die Mehrheit der Menschen Tendenz sich in Sachen Mode und Farben eher zurückzuziehen. Die Farben der Jacken und Mäntel werden getönter und immer weniger sieht man fröhliche, gesättigte Farben. Warum? Ich nehme an, dass es verschiedene Gründe gibt. Viele beim Kauf einer Jacke nehmen sich vor sie für die nächsten ein Paar Jahre zu tragen. Bunt mag ja jetzt angesagt sein, doch wie es später wird, weiß ja keiner. Und Sachen, die genau zeigen wann sie gekauft wurden, will ja kaum einer. In zwei oder drei Jahren wird jeder wissen, dass die Frau in der Neonjacke sie wohl vor vier oder fünf Jahren gekauft hat. Obwohl sie wie neu aussieht. Die anderen denken nun wider, dass man auf den dunklen Jacken Schmutz schlechter erkennen kann. Und es gibt Gruppen von Leuten, die sich einfach mit dem Gedanken, dass sie an einem trüben Tag jeden Blick fischen, unkomfortabel fühlen.

Trotz allem bin ich der Meinung, dass es Wert ist etwas Flair und Phantasie zu zeigen, und das Outfit mit der trüben Jacke etwas weniger langweilig zu machen.

Wie kann ich ein interessantes Outfit mit einer langweiligen Jacke schaffen?
Ideen habe ich viele. Die einfachste? Accessoires!!! Ich denke, es ist eine gute Idee wenn man sich zwei Accessoires aussucht, die in der selber (oder aus der selben Farbgruppe) Farbe sind. Eins von den Sachen kann gemustert sein, aber dann sollte das andere farbliche Accessoire in einer der Farben von dem Mustern sein. So etwas kann man bei meinem Outfit sehen - der Schal ist kariert und die Tasche ist in rot - also einer der Farben, die auch auf dem Schal ist. Statt Tasche + Schal kann man natürlich auch andere Duette schaffen, wie Schuhe mit Tasche, Schuhe mit Schal, Pulli mit Schuhen. Mann kann auch einen Schritt weiter gehen, und ein Element gemustert anziehen und die anderen in den Farben des Musters. Z.B ein rot-blau-lila gestreifter Schal, dazu rote Schuhe und eine blaue Tasche. Bei dieser Zusammensetzung sollte man jedoch auf die Töne der Farben achten. Wenn die Jacke oder Mantel nicht schwarz sind, sondern dunkelblau, braun oder khaki sollte man versuchen ihre Farben gut in Szene zu setzen. Bei einer braunen Jacke sehen Accessoires in rosenholz oder türkis schön aus, zu einer dunkelblauen Jacke passen hellblaue Farbtöne, pink oder lila Accessoires. Mit Khaki ist es etwas schwieriger tolle Paare zu finden, doch ein sattes Rot, schwarz oder Gold könnten schon ein Anfang sein.

Was kann man falsch machen?
Mehr als zwei Accessoires in der selben Farbe sehen schon etwas künstlich aus. Viele, planlose Farben können auch das Outfit kaputt machen (z.B. schwarze Jacke, braune Schuhe, roter Schal, blaue Tasche). Mann sollte auch auf Mustermixe achten (es sei denn man ist der König des Printmixes). Wenn die Strumpfhosen einen Norway Print haben, oder die Tasche geblümt ist sollte man schon den gestreiften Schal weglassen. Trübe Farben zusammenstellen ist auch keine gute Idee, eine trübe Jacke ist schon trüb genug ;) Und achtet auf weiße Schals, meiner Meinung nach, steht das nur wenigen.

Bei meinem Outfit habe ich einen karierten Schal mit einem nicht so ganz glatten Pulli kombiniert. Ich habe zwar oben erklärt dies sei keine gute Idee, doch das Muster auf dem Pulli ist so dezent, dass es kaum sichtbar ist :). Ich habe die Farbe der Hosen und der Schuhe zur Jacke angepasst, daher wurden die roten Accessoires und der silber-graue Pullu mehr zu Geltung gebracht. Eine vierte Farbe könnte das ganze kaputt machen.

So, was denkt ihr über diese Art von Einträgen? Sind sie hilfreich, bringen die was?


Zimą większość ludzi wykazuje tendencję do sięgania po dość spokojne, a wręcz smutne barwy. Pomimo panującej od kilku sezonów mody na najprzeróżniejsze nasycone kolory przy okryciach wierzchnich, ma się wrażenie, że preferencje w tym przypadku są dość nie zmienne. Dlaczego?
Za pewne z kilku różnych powodów. Część ludzi kupuje kurtkę/płaszcz z myślą, by posłużyła jak najdłużej. Ciężko wtedy zainwestować w hity sezonu, które niewiadomo jak długo będą jeszcze hitami. Takie hity, później zostają niezłym wskazówkami ile dana rzecz ma lat. Neonowa kurtka za dwa lata będzie idealnie wskazywała, że ma jakieś 3 lub 4 lata pomimo, że jest jeszcze w świetnym stanie. Innym powodem jest podejście, że na czarnym, granatowym, czy brązowym nie widać brudu (nie będę tego komentowała :)). I znowu jest też grupa ludzi, która nie czuje się komfortowo, gdy w szarugę łowi wzrok wszystkich dookoła nasyconym kolorem płaszcza.

Ale mimo wszystko warto jednak zadbać o to, by nasz strój, zawierający kurtkę, czy płaszcz w spokojnym odcieniu nie był nudny i nie pokazywał, że osoba go nosząca nie posiada polotu ani fantazji :) Świetnie rozumiem chęć posiadania w szafie klasyków, w mojej wiszą dwie czerwone kurtki, różowy i fioletowy płaszcz, a ja odkąd nadszedł sezon zimowy wciąż chodzę w czarnym. Mało tego, przyznam, że w mojej szafie wisi dość mało rzeczy "z polotem", jedyny mocno różowy kardigan (z wełny!) w tym roku w żaden sposób mnie nie kusi! Jestem przekonana, że gdy poczekam z rok lub dwa znów nie będę mogła się z nim rozstawać (ten typ tak ma). Ostatnio byłam na niewielkich swetrowych zakupach i na trzy swetry tylko jeden z nich był nie czarny :)

Jedynym ratunkiem dla podrasowania naszego zimowego wyglądu są akcesoria. Myślę, że niezłym pomysłem jest dobór dwóch rzeczy tak, by były w podobnych kolorach lub by te kolory jakoś ze sobą korespondowały (np jednokolorowy szalik i kolorowa torebka, która zawiera kolor szalika). Kombinacja, którą sama często i chętnie stosuję jest dopasowanie kilku kolorów do wzoru. Oznacza to, że jeden element jest wzorzysty, a dwa lub trzy w różnych kolorach, lecz każdy z nich jest zawarty we wzorze tej rzeczy. Przykładowo - wybieram granatowo - fioletowo - różowo - szary szalik, do tego wkładam granatową kurtkę, różową torebkę i fioletowe buty. W tym przypadku myślę, że warto zwrócić uwagę na to, by odcienie w miarę się zgadzały.
Na poniższych zdjęciach przedstawiam taką próbę uatrakcyjnienia zwykłego zimowego "looku". Płaszcz i spodnie są czarne, a sweter (na domiar złego) szary (ale z błyszczącymi nitkami). By całość zyskała trochę na wesołości dołożyłam czerwony szalik w kratkę i torebkę w bardzo podobnym odcieniu.

Jak można jeszcze uatrakcyjnić smutną kurtkę? Poprzez włożenie pod nią kolorowy sweter. Niezłym pomysłem jest włożenie spodni pod kolor kurtki i zestawienie do tego swetra w kontrastowym kolorze. Kolorowe buty też są niezłym rozwiązaniem, gdy jednak w naszym ubiorze kolor tych butów będzie gdzieś powtórzony. Gdy mamy kurtki nie czarne - khaki, granatowe lub brązowe warto wybrać kolory te same tylko intensywniejsze lub bladsze, lub takie, które świetnie je podkreślą. Np do brązowej kurtki świetnie sprawdzą się kolory w bladym/brudnym różu lub turkusowe. Granat może świetnie wyglądać z jasnoniebieskimi akcesoriami, czerwonymi, w mocnym różu, czy fiolecie. Khaki jest dość ciężkim kolorem na zimę - ciężko go uatrakcyjnić - świetnie będzie do niego pasować mocna czerwień, czerń, czy złoto.

Czego radziłabym unikać? Na pewno wielu kolorów zupełnie niezwiązanych z sobą. Czarna kurtka, z czerwonym szalikiem, niebieską torebką i zielonymi rękawiczkami będzie wyglądała niechlujnie. Więcej niż dwa dodatki w danym kolorze nie będą wyglądały już ciekawie, tylko jakbyśmy "za mocno się starały". Unikać smutnych połączeń np brązowej kurtki i brązowego szalika. Więcej niż jeden wzorzysty element w naszych akcesoriach również nie będzie wyglądał atrakcyjnie (chyba, że jesteś mistrzynią miksów wzorów).

W moim zestawie podjęłam ryzyko połączenia kratkowanego szalika z nie do końca jednokolorowym swetrem. Myślę, że całość mimo wszystko się udała, gdyż wzór na swetrze jest tak drobny że w zasadzie zlewa się w jeden kolor.



I jak? Może być taka forma postów? Przydadzą się? :)

Winter is a specific time for fashion. Most of the people seems to forget about all the fashionable stuff and hides themselves in boring, sad colours. Why? There may be a lot of reasons. People buying a winter coat or jacket hopes to wear it at least a few years. No one knows what will be fashionable the next year, so they take the safer way and chose classic colours. Thinks that are fashion hits now will perfect reveal their age in a few years, even when they look brand new. There is also a group of people who doesn't feel comfy with the thought, that on a cloudy, grey day the catch all eyes in their super lightening red coat.

A black, brown, navy or khaki coat doesn't always mean to be boring. How to make your winter outfit more interesting? The answer is very simple: with accessories. Shoes, bags, scarves or even pullovers or tights may be a perfect idea to look a lot better.

Here are some ideas: take two accessories in the same (or very similar) colour. Like I did on the pictures. I took a tartan scarf and a bag in one of the colours on the bag. If You have a print, make sure your accessories are in the same colours. It is very simple to combine colourful accessories with a black jacket, everything goes with black. But what with other colours? Brown jackets goes wonderful with rosewood or turquoise. Navy looks great with light blue, red, pink or violet. Khaki is a difficult colour, but I like it with red, black or gold.

What can you do wrong? By choosing random colours: brown boots, blue bag and green scarf. Sad colours doesn't look optimistic with other sad colours. Be careful with matching prints - it would be good if only one piece in you outfit had prints. The best and safest you can do is to wear max. 3 colours. If you want your colourful accessories be more noticeable chose your pants, skirts or tights in the same (or similar) colour as the coat or jacket - like I did.

What do You think about that kind of posts? Do you like it? Are they in some way helpful?
Große Größen Plus Size Fashion Blog
Deutscher Text
Kurtka - b2 by Via Appia | sweter, szalik - H&M | spodnie - Clockhouse XL | torebka - Xbags | buty - New Look
English text
Große Größen Plus Size Fashion Blog
Große Größen Plus Size Fashion Blog
Große Größen Plus Size Fashion Blog
Große Größen Plus Size Fashion Blog

Only one



polski
deutsch
english

Tym razem pokażę tylko jedno zdjęcie, za co w sumie przepraszam. Na pozostałych wyglądałam jakbym była tuż przed zejściem z tego świata :) Z drugiej strony jedno zdjęcie nie jest w tym przypadku jakąś wielką stratą, gdyż tunikę już pokazywałam. Wypompowana byłam przez otrzymanie szczepionki. Ale może od początku. Wraz z przeprowadzką musiałam zmienić sobie lekarza domowego. Parę tygodni przed wyprowadzką poprzedni stwierdził u mnie problemy z tarczycą, teraz skończyły mi się tabletki i musiałam dostać nową receptę. Ale to w ogóle nie jest ważne. Mój nowy lekarz, a raczej lekarka chyba trochę bardziej przykłada się do zdrowia swoich pacjentów i zaczęła wypytywać mnie o szczepionki. Ja oczywiście musiałam wypytać się zdziwionej mamy, która mało co pamiętała - wszak w Polsce dostaje się je raz w życiu u na tym koniec. A tutaj nie. Jest kilka szczepionek (m.in. tężec) które należy dostać w łapsko co 10 lat. I będąc na konsultacji od razu zostałam zaprowadzona do pokoju zabiegowego. Boleć nie bolało, ale potem przez następne dni było kiepsko, ledwo się ruszałam i takie tam. I zdjęcie to powstało parę godzin po dostaniu cudownego specyfiku, wtedy jeszcze sobie wmawiałam, że się nie dam i wyszłam z domu :) Kolejne dwa już spędziłam nie wyściubiając z niego nosa :) W każdym razie mam przez następne 10 lat spokój :)

Tunika - M&S
Torebka - F&F
Buty - Deichmann


Diesmal gibt es nur ein Foto. Es gab natürlich mehr davon aber auf allen sah ich irgendwie ausgepumpt aus. An jenem Tag habe ich eine Impfung bekommen und ich fühle mich total Scheiße. Ich habe mir noch damals gesagt das ich hart bleibe und trotzdem raus gehe aber das war keine gute Idee. Die nächsten zwei Tage ging es mir nur schlechter. Aber jetzt bin ich wieder gesund und munter :) Ich muss nur zugeben, dass das die nächste Sache die Deutschland von Polen unterscheidet. Dort bekommt man alle Impfungen nur ein mal im Leben (vielleicht später nur je nach Bedarf) und hier muss man das jede 10 Jahre tun. Gott sei dank, dass ich so was erst nach 10 Jahren wieder durchmachen muss :)

Tunika - M&S
Tasche - F&F
Schuhe - Deichmann


This time there will be only one picture of me. There were more but I didn't look well on them. This day I felt really bad because I have become a vaccine against various diseases. The next two days I felt even worse but now I feel great again. This is another thing that is different in Germany. In Poland you become such vaccine only one time in your life (or when you need it) - in Germany every 10 years. Thanks God it will take 10 years before I will feel so terrible again :)

Tunik - M&S
Bag - F&F
Shoes - Deichmann

Ciapkowana sukienka / Kleid mit Flecken :)



Deutsch Das Kleid habe ich euch schon am Dezember (hier) gezeigt. Nur damals musste ich eine wärmere Strickjacke und dicke Strumpfhosen dazu tragen. Mir wird schon an diesem Gedanken ganz übel Ich mag das Kleid mit Sommeraccessoires viel mehr :) Aber ist das nicht herrlich, dass es jetzt so warm ist und wir nur wenige Minuten brauchen um uns was anzuziehen? Am Winter mag ich das nicht, dass ich immer wieder neue Schichten auf mich legen muss damit ich nicht erfriere. Schade das der Sommer nicht das ganze Jahr dauern kann :)
 Das letzte mal habe ich über einen Wechsel meiner Haarfarbe geschrieben. Nun ja, ich kann euch hiermit erkundigen, dass ich eine neue jetzt habe. Natürlich sieht man das nicht auf den Fotos weil die von ein Paar Tagen her stammen. Weil meine natürliche Haarfarbe nie gefallen hat (etwas zwischen grau und braun) muss ich schon seit Jahren mein Haar färben. Ich glaube ich hatte schon  jegliche Farben auf meinem Kopf (von Blond bis zu Pechschwarz). Ich hatte sogar rote Haare. Naja, seit da an haben meine Haarprobleme wirklich angefangen. Ich hatte sehr helles blondes Haar. In einer Serie, die ich mir regulär angeschaut habe spielte eine Schauspielerin die wundervolles Kastanienhaar hatte. Und ich wollte auch so aussehen. Ohne viel nachzudenken bin ich in eine Drogerie gegangen und hab mir von Loreal Casting eine Kastanienfarbene Haarfarbe gekauft. Ich habe sie auf mein hellblondes Haar aufgetragen und gewartet. Nach der entsprechenden Laufzeit habe ich es abgespült, geföhnt und... konnte meinen Augen nicht glauben als ich in den Spiegel blickte. Ich war rot! Rost-rot!  Das sah so schrecklich aus. Wir waren an diesem Abend mit meines Mannes Schwester verabredet. Ich schämte mich so sehr, dass ich zu Hause blieb. Am morgen habe ich meinen Mann zu Rossmann nach einer neuen Farbe geschickt. Ich wollte wieder blond, bekam er und habe es wieder (nach einem Tag) wieder aufgetragen. Das Resultat hat meine Erwartungen weit   übertroffen... wen ich mich so ausdrücken darf... Mein Haar war Pechschwarz. Das hätte ich nie gedacht. Aber es war total strapaziert. Es sah wie Heu aus. Damit es so nicht aussah habe ich es jeden Tag mit dem Glätteisen  geglättet. Und jeden Abend geföhnt..  Das waren die schlimmsten Dinge die ich meinem Haar nur antun konnte aber das wusste ich damals nicht... Erst später habe ich recherchiert was ich machen soll damit meine Haare wie Haare aussehen. Ich habe das Glätteisen und den Föhn aufgehört zu benutzen, statt glatte Haare zu tragen habe ich meine Wellen akzeptiert. Durch einige Zeit habe ich jeden Tag für eine Stunden vor dem Waschen unrafiniertes  Kokosöl in die Längen und Spitzen reinmassiert. Dann gab es noch ein Moment wo ich sie nur mit Spüllungen gewaschen habe (hat ihnen auch super geholfen) und jetzt benutze ich den Föhn und das Glätteisen immer nicht mehr. Und (so wie alle mit welligem oder lockigem Haar es tun sollten) kämme ich es nur wenn es nass ist, bei trockenen nicht (das lässt das Haar furchtbar brechen). Aber es blieb noch ein Problem, die Haarfärbung.. Nach jeder solchen Haarfärbung konnte für ein Paar Tage mein Haar nicht zu sich kommen. Egal ob beim Friseur oder zu Hause, mit super Spüllungen danach.. es sah immer schrecklich aus. Letztens habe ich Farben auf Pflanzenbasis entdeckt. Das letzte mal waren es Farben von Sante (bei DM erhältlich) und heute Henna (bei Müller). Klar ist der Auffand viel größer und statt 20 Minuten muss man das eine (Henna) bis zwei (Sante) Stunden auf dem Kopf tragen und es gibt immer viel Arbeit dabei (mein lieber Mann hilft mir immer dabei - er macht die Mischungen und später räumt das Bad auf - danke Schatzi :*) aber es lohnt sich wirklich. Meine Haare sind nicht nur gesund gefärbt sondern bekommen auch einen gewissen Kick. Sie sind geschmeidiger, lassen sich super Kämmen und sehen wirklich gesund aus. Dazu kommt noch der natürliche Effekt (ich mag diese Haarfarben nicht wo man erkennt, dass es künstlich gefärbt ist, weil niemand mit solchen Haaren geboren wird) und es gibt diesen roten Reflex, denn ich sehr nicht mag, nicht. Vielleicht kann ich deswegen meine Haare heller haben aber das stört mich gar nicht, weil ich mich in dunklerem Haar wirklich mag :) Habt ihr schon Erfahrung mit solchen Farben gemacht?

P.S. Und ich meine nicht, dass ich jetzt super gesundes Haar habe. Ich habe es viel gesunder wenn ich es mit dem vor ein Paar Jahren vergleiche.  

Polski Sukienkę pokazywałam w grudniu (tu), wtedy niestety towarzyszył jej cieplejszy sweterek i grube rajstopy. Ta odsłona podoba mi się znacznie bardziej, a raczej jest dla mnie o wiele, wiele przyjemniejsza. Jedną z rzeczy, które najbardziej lubię późną wiosną i latem to możliwość, że ubranie się do wyjścia zajmuje kilka minut. Nie trzeba wkładać na siebie mnóstwa warstw... Szkoda, że lato nie może trwać cały rok :)
Ostatnio pisałam o zmianie koloru włosów. Na tych zdjęciach tego oczywiście nie widać, bo są ciut starsze ale mam już nowy :)  Ponieważ mój naturalny kolor włosów absolutnie mi się nie podoba (zawsze mi się kojarzył z takim szaro brązowym) muszę niestety sięgać po różne specyfiki, które go mniej lub bardziej zmieniają. Czytelnik, który śledzi mojego bloga od dłuższego czasu na pewno zauważył, że przechodziłam przez wszystkie możliwe kolory włosów od bardzo jasnego blondu do kruczoczarnych. Miałam nawet moment, w których byłam całkowicie ruda ale nie pokazywałam tego tutaj. Może kiedyś :) W każdym razie jedno ciągle było pewne: każda farba bezlitośnie niszczyła moje włosy. Na początku chodziłam do fryzjerów, takich, którzy używali dobrych farb, dobrych odżywek ale nic z tego. Chyba momentem kulminacyjnym była właśnie ta ruda fryzura. Pamiętam, że przez jakiś dłuższy czas miał blond włosy i chyba powoli zaczęło mi się to nudzić. W sumie mam taką głupią cechę, że gdy osiągnę/zdobędę (cokolwiek) coś fajnego to po jakimś czasie chce to mieć jeszcze lepsze (w sensie znajdę np. fajny krem do twarzy to nie mam go do końca życia tylko szukam, czy coś nie będzie czasem jeszcze lepsze). No i tak miałam z tymi włosami. Pamiętam, że leciał wtedy w telewizji serial "Teraz albo nigdy", a ja przeraźliwie zazdrościłam Marcie Żmudzie-Trzebiatowskiej jej kasztanowych włosów. Nie wiem dlaczego ale wbiłam sobie do głowy, że skoro jej pasują to mnie też muszą (whyyyy?). No i poszłam wtedy do Superpharmu i pełna nadziei w sercu sięgnęłam po Loreal Casting w kolorze kasztana (czy jakoś tak). Po wysuszeniu włosów miast pięknych kasztanowych loków zobaczyłam w lustrze totalną wiewiórę. Niczym rodowita obywatelka Irlandii! To było straszne. Pamiętam, że tamtego wieczoru byliśmy zaproszeni do siostry mojego męża, a ja cała przerażona stwierdziłam, że nigdzie się nie ruszam! Jeśli myślicie, że na tym koniec, to nie. Mało tego, posunęłam się o krok dalej. Zamiast poczekać aż ta cała farba się zmyje (wszak Casting jest do iluś myć - tego wtedy nie wiedziałam) - wygoniłam męża do pobliskiego Rossmanna po najbardziej blond farbę, którą jeszcze tego samego wieczoru (czyli dzień po nałożeniu kasztanowej) nałożyłam sobie na włosy. Nie mam pojęcia, co ja sobie wtedy myślałam. Ale efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Po wysuszeniu włosów stałam z karpiem na twarzy dobre 10 minut i gapiłam się w lustrze na swoje odbicie. Moje włosy były czarne. Do dzisiaj nie udało mi się rozkminić jakim cudem to mi się udało... W każdym razie moje włosy wyglądały jak siano. W ogóle wtedy, nie wiem dlaczego, ale moje naturalnie falowane włosy wydawały mi się czym strasznym i uważałam, że jedyną rzeczą, która pozwoli mi wyglądać jak człowiek jest prostowanie ich, dzięki temu nie było widać jak bardzo są suche. Dzień w dzień, brałam prostownice i mordowałam każdy centymetr moich włosów. Brrrr do dzisiaj mnie wzdryga na tę myśl. Oczywiście musiałam je myć codziennie i przed każdym pójściem spać.. suszenie. Oczywiście kupiłam sobie prostownicę, która miała jakiś specjalny materiał oraz najlepszą suszarkę jonizującą jaką tylko znalazłam ale to tak naprawdę nie pomogło. Pomogło, że w końcu uświadomiłam sobie, że falowane włosy też są okej. Przestałam w ogóle używać suszarki i prostownicy. Miast tego wcierałam w nie różne odzywki, które bardzo powoli je jakoś ratowały. Ale przyznam, że doprowadzenie ich do w miarę jako takiego stanu zajęło mi dobre 2 - 3 lata. Dużo pomogło mi olejowanie ich, a później był okres kiedy myłam je tylko odżywką (cudownie odżyły) i.. co najważniejsze dla osób, które mają falowane lub kręcone włosy - rozczesywałam je tylko jak były mokre. Czesanie suchych włosów strasznie je łamało. Niestety każdy wysiłek uratowania ich szedł na marne, gdy nadszedł czas farbowania... Zawsze przez kilka dni musiałam je reanimować, by powróciły do poprzedniego stanu. Do momentu, do którego nie odkryłam farb ziołowych i henny. Przyznam, że nakładanie jest problematyczne (ale mocno mi pomaga mąż - przyrządza mi te farby, a potem sprząta całą łazienkę - dziękuję kochanie :*) ale dla mnie naprawdę się sprawdza. Nie dość, że włosy dostają po tym kopa odżywczego, cudownie się rozczesują to jeszcze mają nowy kolor i są fajne w dotyku. Być może nie będę mogła ich rozjaśnić, ale to naprawdę mi nie przeszkadza, gdyż nie chcę mieć jaśniejszych włosów. Dodatkowo roślinne farby koloryzują na naprawdę bardzo naturalne kolory (nie ma nic gorszego niż kolory włosów, których normalnie natura ludziom nie daje) i przy ciemnych włosach nie ma tych okropnych rudawych połysków :) Nie mam pojęcia czemu mnie naszło na takie rozważania na temat włosów, ale może przyda to się osobom, które czasami podpowiadają mi bym rozjaśniła sobie włosy. Odpowiedź, jak na razie, mam tylko jedną: no way! :) 


P.S. Nie twierdzę, że mam piękne włosy  i każdy powinien dążyć do takiego ideału. Twierdzę, że to, co mam teraz w porównaniu do moich włosów 3 lata temu to niebo, a ziemia :)




Sukienka / Kleid - C&A
Torebka / Tasche - F&F
Buty / Schuhe - Remonte
Zegarek / Uhr - Fossil


XL Sukienka Tchibo / Das Tchibo XL Kleid



Deutsch Am Anfang wolle ich mich bei euch allen für die super netten und warmen Worte unter dem vorherigen Post bedanken. Ich war wirklich gerührt :;-) Danke!
Ich versuche in den kommenden Tagen allen zurück zu schreiben!
An diesem Tag hatte nicht nur mein Blog Geburtstag aber ich hatte auch Namenstag. Mein Mann wollte mit mir irgendwo hinfahren aber an diesem Tag hatte ich keine Lust auf Ausflüge, stattdessen habe ich ihn gebeten mich zu einem neuentdeckten  Schuhoutlet zu fahren, der nur 100 Tage dauern solle. Ich hatte schon nach einigen Tagen nach Sandalen mit wirklich guter Sohle Ausschau gehalten aber leider ohne Erfolg. Ich hoffte dies würde sich in diesem Laden ändern. Und hat es auch. Ich habe nicht nur ein Paar roter Sandalen gekauft, sondern gleich zwei (ich konnte mich einfach für eins nicht entscheiden). Und außerdem habe ich noch weiße (schon wieder) Sandalen gekauft und noch rosa Schuhe. Die rosa Schuhe könnt ihr auf einem der folgenden Fotos sehen, ich musste sie einfach anziehen und mir ein Foto machen, ich glaube die passen hervorragend zu diesem Kleid. Der Laden war wirklich billig, die zwei Paar roter Sandalen waren von 60€ auf 20€ und 10€ reduziert, die weißen und rosanen von 40€ auf 5€ .
Wir sind dann noch zum Stadtviertel Rodenkirchen gefahren und haben auf einer Bank beim Strand am Rheinufer gesetzt. Später gingen wir noch etwas spazieren, ich fühlte mich wie auf Urlaub :)
Und jetzt zum Outfitt :) Ich habe das Tchibo Kleid angezogen, dass ich bei der letzten XL Kollektion  erworben habe - ich habe euch schon darüber berichtet. Als ich es im Katalog gesehen habe, befürchtete ich, dass das Kleid (wie alle anderen Maxikleider) mir zu kurz wird - aber nichts dergleichen! Ich denke es hat eine Perfekte Länge, es ist nicht zu kurz aber auch nicht so lang, dass ich darüber stolpere :) Ich habe mir dazu eine Halskette angezogen, die ich von meiner Mama zum Geburtstag bekommen habe. Die rote Tasche habe ich speziell ausgewählt weil sie so schön zu der Halskette passte. Ich konnte eine weiße Tasche, die mehr zu den Schuhen passen würde aber das sah mir zu abgedroschen aus. Türkise Schuhe würden auch wunderbar dazu passen, aber leider habe ich keine Sommerschuhe in dieser Farbe (noch nicht) :).   


Polski Na początku bardzo chciałabym wszystkim podziękować za tyle wspaniałych, ciepłych słów i życzeń pod ostatnim postem.Wzruszyłam się niesamowicie :'-) Dziękuję! 
Postaram się oczywiście w ciągu najbliższych dni wszystkim odpowiedzieć!
Tego dnia obchodziłam również imieniny, mąż chciał mnie zabrać w jakieś fajne miejsce ale tego dnia nie bardzo miałam ochoty na długie wycieczki. W efekcie zażyczyłam sobie by wziął mnie do odkrytego niedawno (i wg napisu trwającego tylko 100 dni) outletu butów :) Ceny były naprawę imponujące, zaczynały się od 1€. Skończyło się na 4 parach butów. Szukałam od jakiegoś czasu czerwonych sandałów na naprawdę solidnej podeszwie, tam udało mi się znaleźć ich kilka i, że nie mogłam się zdecydować - wzięłam dwie pary (bardzo fajnie przecenione z 60€ na 10€ i 20€). Kupiłam białe sandały i różowe buty, które nie wiem jak nazwać. Ale tak mi się spodobały (na dodatek były ze skóry i kosztowały całe 5€), że włożyłam je od razu do zdjęcia tego dnia (trzecie zdjęcie od końca). Później pojechaliśmy do dzielnicy Rodenkirchen posiedzieć nad plażą przy Renie. Było naprawdę cudownie, pospacerowaliśmy trochę, obejrzeliśmy zachód słońca i pojechaliśmy do domu. Po raz pierwszy czułam się we własnym mieście jak na wakacjach. W miejscu, w którym byliśmy był taki bulwar nad rzeką, wzdłuż którego co kawałek były knajpki pełne ludzi ubranych w wakacyjne ubrania, na Renie cumowały łódki... Zupełnie jak bym była na urlopie :) I tak się cały dzień czułam :) 
Na sobie mam sukienkę z kolekcji XL Tchibo, o której niedawno pisałam. Gdy ją widziałam w katalogu byłam przekonana, że jak każda maxi będzie na mnie za krótka, a tu proszę - niespodzianka. Do tego włożyłam naszyjnik z Apart, którego otrzymałam od mamy na moje urodziny, by trochę powielić jeden z jego kolorów - włożyłam czerwoną torebkę. Początkowo chciałam białą pod kolor butów - ale w moim mniemaniu wyglądało zbyt nudno. Teraz sobie tak myślę, że turkusowe buty też wyglądałyby całkiem nieźle do tego zestawu ale niestety nie posiadam letnich butów w tym kolorze (jeszcze ;-)).










Sukienka / Kleid - Tchibo
Buty / Schuhe - Primark
Naszyjnik / Halskette - Apart
Torebka / Tasche - F&F

Niedzielny poranek

Gestern, also am Sonntag, als wir aufwachten statt dem vorhergesagten Regen haben wir durchs Fenster ein schönes Wetter gesehen. Keiner von uns hatte keine Lust Frühstück zu machen also beschloßen Wir irgendwo frühstücken zu gehen. Das war eine wundervolle Idee, weil nicht so gut für Appetit sorgt wie ein Spaziergang mit leerem Magen :) Wir hatten ganz lecker gegesen und noch mehr leckeren Kaffe getrunken. Dannach haben wir noch ein bisschen spaziert und sind dann nach Hause gegangen. Es war ein ganz netter Sonntag :)

Jakiś czas zapytałam mojego męża jaka jest jego zdaniem największa różnica między kobietą, a mężczyzną. Oczywiście pomijając te oczywiste cechy. Po krótkim namyśle odparł, że widać ją w konfliktach. Gdy dwoje mężczyzn będzie miało mniejszą lub większą wymianę zdań, to przysłowiowo "dadzą sobie po mordzie" i od tej pory wszystko będzie ok. Kobieta natomiast latami potrafi pamiętać najmniejszą drobnostkę i wciąż o tym pamiętać i nigdy nie pozwoli by było okej.
Kurcze, zaskoczyło mnie to, ale dało też do myślenia. I wydaje mi się, że trochę w tym prawdy jest. Na studiach w grupie byłam jedyną dziewczyną ( na roku były może 3 - urok studiowania na politechnice). Pamiętam, że czasem z kolegami mieliśmy różnice zdań, albo mieli je oni miedzy sobą. Pół godziny spierania i koniec. Następnego dnia wszystko wracało no normy. Nigdy nie widziałam by jacyś mężczyźni byli na siebie obrażeni tygodniami, a Wam? Natomiast z kobietami bywa różnie. Są konkretne, z którymi można porozmawiać, powiedzieć swój punkt widzenia, nawet przeprosić jeśli się zbyt dużo powiedziało i jest ok. Ale są takie, że możesz przepraszać a ona nie! Jest zła i tyle. Nie mam pojęcia skąd to się bierze :) Gdy mam z kimś nieczystą sytuację wolę spokojnie porozmawiać i dowiedzieć się co zrobiłam nie tak. Zresztą uważam się za szczęśliwą osobę i nie lubię kisić w sobie złych emocji. Kiedyś moja wieloletnia przyjaciółka wygadała się, że ją od wielu miesięcy gryzie, że kiedyś po jednej z naszych rozmów na gg źle się poczuła. Miesiącami to trzymała w sobie, aż przy okazji jednej z rozmów, całkiem przypadkiem zeszłyśmy na ten temat. Zastanawiam się dlaczego niektórzy wolą trzymać urazę w sobie, a inni chcą od razu porozmawiać, oczyścić atmosferę i cieszyć się życiem, w którym z wszystkimi jest dobrze :)

Wczoraj, w niedzielę, rano wstaliśmy i zamiast zapowiedzianego deszczu pogoda zapowiadała się całkiem fajnie. Wiedzieliśmy, że lada chwila niebo mogło zajść ciemnymi chmurami i byłoby po miłej pogodzie. Ponieważ tego dnia żadnemu z nas nie chciało się robić śniadania postanowiliśmy gdzieś na śniadanie pójść. 20 minutowy spacer przed śniadaniem robi świetnie na apetyt. Poszliśmy na przepyszne śniadanie i jeszcze pyszniejszą kawę. Później jeszcze trochę pospacerowaliśmy i wróciliśmy do domu :) Stwierdziliśmy, że takie wypady w weekend na śniadania to świetna sprawa i musimy to częściej powtarzać :) Ogólnie spędziliśmy bardzo przyjemną niedzielę :)

Postanowiłam ostatnio ubierać się jeszcze najlżej jak się da. Mam świadomość, że lada moment nadejdą zimniejsze dni i moje letnie sukienki i buty będę mogła schować do szafy. Miałam założyć sandały ale te czerwone buty ze złotymi elementami tak bardzo mi tu pasowały :)
Przepraszam za jakość zdjęcia, ale chyba muszę szybko sprawić sobie nowy aparat albo przynajmniej nowy obiektyw do tego, co mam.



Tu małe zbliżenie na dodatki. Naszyjnik znaleziony przez mojego wspaniałego męża, kolczyki i zegarek kupiłam jeszcze w Polsce dawno temu :)



Sukienka /Kleid - Clockhouse
Torebka / Tasche - Tk Maxx
Buty / Schuhe - Primark
Zegarek / Uhr - Aldo
Naszyjnik / Halskette - New Yorker
Kolczyki / Ohrringe - Lolita

Marine

Die folgenden Fotos waren schon ein Paar Tage her gemacht als es noch viel wärmer war. Ich wollte es im Marinestyle kobminieren. Ob es mir gelungen ist könnt ihr ja selber entscheiden :)

Pamiętacie jeszcze te czasy, gdy podczas poznawania się z nową osobą/osobami prawie zawsze na początku padało pytanie "jakiej słuchasz muzyki"? Nie wiem, czy czasy się zmieniły, czy ja postarzałam, ale takiego pytania już dawno nie słyszałam, i nie ważne, czy do mnie, czy do kogoś innego. Lecz, gdy tak patrzę na to z innej strony, wtedy też było jakoś inaczej. Wtedy człowiek poszukując siebie chciał się gdzieś zaszufladkować. Słuchanie tej samej muzyki w jakiś niezwykły sposób przybliżało ludzi do siebie. Daleko nie szukając, myślę, że stąd powstały właśnie te wszystkie subkultury (choć mam wrażenie, że te dzisiejsze mają już mało oparcia na muzyce). W każdym razie ostatnio zastanawiałam się jakiej ja muzyki słucham. I zastanawiam się, czy wymienienie nazwy zespołu, czy wykonawcy oznacza, że podoba mi się absolutnie każda piosenka? Czy wystarczy, że lubię 3 piosenki, by móc powiedzieć, że kogoś lubię? Albo dajmy na to, podoba mi się kilka piosenek z techno, kilka rubika, parę rihanny, ze dwie Gagi no i coś z muzyki poważnej też by się znalazło. To jakiej w tym wypadku człowiek słucha muzyki? Przyznam, że uwielbiam wiele piosenek Kazika i Kultu, ale czy mogę powiedzieć, że w takim razie jestem ich fanem? To jak to jest, że ktoś mają naście lat na takie pytanie odpowie bez mrugnięcia powieką, a ja muszę się zastanawiać? Bo muzykę kocham, wciąż jej słucham, ale zaszufladkować się nie potrafię. I "wszystko prócz disco polo" też tu jakoś nie siedzi, bo zawsze znajdzie się kilka piosenek...

Zestaw sprzed kilku dni, gdy było jeszcze cieplej. Za nic nie mogę sobie przypomnieć, gdzie wtedy się wybierałam :) Tym razem "urozmaiciłam" moją sukienkę dodatkami bardziej marynarskimi. Czy mi się udało pójść pod ten styl sami oceńcie :)



Sukienka / Kleid - Clockhouse
Chusta / Schal - H&M
Torebka / Tasche - F&F
Buty / Schuhe - Primark
Zegarek / Uhr - Fossil
Naszyjnik / Halskette - DIY







Related posts

 
MOBILE